Przeznaczenie

Wujek Dobra Rada Codzienność, Wujek, Wyższe piętro 22 Comments

Niejednokrotnie stając w obliczu jakiejś decyzji mówi się „co ma być to będzie”. Potem, gdy to coś nie wyjdzie tak jak by się chcialo, mówi się, że „tak już musialo być”. Wielu mówi o tym co im będzie pisane, o drugiej polowce, o nieuniknionym. Nawet Aleksander Fredro pisal: „Niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba!”. Wlasnie te slowa jednej z postaci Aleksandra Fredry naklonily mnie to poniższej analizy. Zobaczmy zatem czym tak naprawdę jest przeznaczenie!

Starożytni Grecy wierzyli, że czlowiek ma z gory okreslone zycie. Według nich, fatum stanowiło integralną część życia i pomagało w uzasadnieniu bezsilności wobez sił natury oraz w zdjęciu odpowiedzialności z poszczególnych elementów życia. Dzięki temu ludzie stawali się szczęśliwsi oraz łatwiej przychodziło im podejmowanie decyzji. Wraz z pojawieniem się losu, pojawiły się również pytania o to, co on przyniesie. Wówczas pojawiły się dawne wyrocznie i obecne wróżki. Od wieków przepowiada się ze zjawisk natury, z kart, kości, szklanej kuli, przy pomocy środków halucynogennych oraz za pomocą coraz to nowych form – z kalkulacjami komputerowymi i energią kosmiczną włącznie.

Mając już za sobą krótkie streszczenie historii tego pojęcia, pragnę przejść do bardziej filozoficznego wymiaru fatum. Wyjaśnię jeszcze pod jakim kątem prowadzone będą dalsze rozważania: chodzi o to, iż dane zjawisko ma się odbyć w przyszłości i jest to z góry zapisane. Zgodnie z ideą przeznaczenia – ma się to stać bez względu na wszystko, bezsprzecznie i nie można tego zmienić, jest to nieuniknione. Człowiek powinien pozostać w przypisanym mu stanie, gdyż jego wysiłki zmierzające do zmiany i tak pójdą na marne.

Istotą przeznaczenia jest konieczność jego zaistnienia. Potraktujmy je zatem na chwilę, jako narzędzie boskie, tak jak to widział na przykład św. Augustyn. Bóg obdarzył nas wolną wolą. Aby uratować wszechwiedzę Boga, Tomasz z Akwinu stwierdzał, że Bóg zna przyszłość świata w ogólnym zarysie – ma tzw. „plan Boży”. Natomiast co do szczegółowych żywotów poszczególnych ludzi Bóg zostawił celowo pewien margines wolności i przypadkowości. Czy tak jest w rzeczywistości? Według mnie takie podejście jest głupotą, gdyż zakładanie, iż wiedza boska ma jakiekolwiek odzwierciedlenie w wiedzy pojmowanej przez nas jest nie tyle naiwne, co wręcz głupie. W tym momencie powinniśmy się zastanowić, dlaczego pamiętamy wyłącznie przeszłość. Pamiętanie przyszłości spowodowałoby inny rozwój wydarzeń, jednak miało by równie logiczną rację bytu, jak znajomość tego, co się zdarzyło.

Zatem być może Bóg zachował dla siebie przywilej znajomości przyszłości, jednak odrywając go od jakiegokolwiek przeznaczenia, by pozostawić człowiekowi wolną wolę. Krócej: być może znajomość przyszłości nie jest wcale równoważna z koniecznością jej wystąpienia. Jest to jedyny logiczny wniosek, przy założeniu, iż przeznaczenie może być narzędziem boskim. Jest tylko jeden kruczek: nie jest to wówczas przeznaczenie, gdyż wierząc w Boga, wierzymy w możliwość zmiany przyszłości. Jak bowiem można by sądzić grzeszników, którzy z góry są skazani na popełnienie grzechu?

Odejdźmy w tej chwili od predestynacji, czyli w wielu religiach, głównie w kalwinizmie, przekonania, że koleje losu człowieka (jego pośmiertne zbawienie lub potępienie) są z góry ustalone przez Boga. Zajmijmy się przeznaczeniem, jako siłą niezależną od Boga. Oczywiście dalej zakładam (wedle tego, do czego jestem w 100% przekonany) istnienie Najwyższego. Czy Bóg tworząc człowieka i pozostawiając mu wolną wolę mógłby pozostawić (?) przeznaczenie? To jest oczywiście pytanie retoryczne. Przeznaczenie pozostaje zatem jako niezależna siła rządząca światem. Czymże jednak innym jest Bóg? Takie pojęcie kłóci się zatem z katolickim podejściem do Boga, wedle pierwszego przykazania „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” oraz dogmatu stworzenia wszystkiego z niczego.

Teologiczną część rozważań uważam zatem za zamkniętą. Przyjżyjmy się chwilę etyce, odnosząc się przy tym do pytania odnośnie grzeszników akapit wcześniej. Wiara w nieuniknioność uniemożliwia sensowność istnienia etyki. Jeśli ktoś ma odpowiadać za swoje czyny, trzeba założyć, iż miał szansę postąpić inaczej. Na tej zasadzie w cywilizowanych krajach uniewinnia się za morderstwo w obronie własnej.

W tej chwili pragnę pominąć stoicyzm oraz memetykę, jako pojęcia po części już poruszone. Nie sądze bowiem by te deterministyczne podejścia były w stanie zainteresować, a z pewnością przekonać większą część współczesnego społeczeństwa. Zajmę się w tej chwili podejściem czysto naukowym. Neopozytywiści uznają pytanie o istnienie wolnej woli za źle postawione. Wolna wola z punktu widzenia ludzkiej psychiki jest stanem emocjonalnym, odczuciem, że na ogół możemy podejmować wolne decyzje. Każdy, kto ma takie wrażenie, jest w psychologicznym sensie tego słowa wolny i na tym kończy się cała dyskusja. Z zewnętrznego punktu widzenia, pojęcie wolnej woli nie ma natomiast sensu. Zakładając nawet możliwość obliczenia wydarzeń wszechświata w danej chwili, nie ma się przecież odnośnika do tej samej chwili, jednak z jakąś zmianą (paradoks informacyjny). Pod tym kątem to zagadnienie jest naukowo nierozstrzygalne.

W tym momencie pojawia się fizyka kwantowa. Jak wiadomo, kwant nie ma prawa istnieć w spoczynku. Ponadto jego zachowanie jest niezbadane, gdyż nie jest możliwe dokładne określenie jego pędu oraz położenia. Swojego rodzaju „wolna wola” jest tymsamym przez wielu przekładana na „wolność” obiektów makroskopowych, co koliduje z teorią fatum. Większość fizyków nie zgadza się jednak z tego typu przełożeniem, gdyż mając na uwadze zasadę nieoznaczoności oraz fakt, iż wolność kwantów w skupiskach jest praktycznie niezauważalna (nie wspominając już o braku wpływu wolności kwantów na obiekty makroskopowe), nie posiada się na nie żadnych racjonalnych dowodów.

Znalazłem jeszcze jedno ciekawe podejście. Załóżmy, że aby poznać zachowanie jednego atomu, potrzebujemy jednego urządzenia. Przyjmując nawet, iż owe urządzenie byłoby wielkości atomu, wówczas urządzenie, które by było w stanie zapisać informację o wszystkich atomach musiałoby mieć rozmiary całego wszechświata. Z rozważań tych wynika, że nikt, kto jest częścią wszechświata nigdy nie może mieć pełnej informacji o nim samym. Wedle tej teorii nie jesteśmy w stanie nigdy odnaleźć odpowiedzi, na dylemat przeznaczenia.

Podsumujmy zatem powyższe rozważania.
Podejście teologiczne: Przeznaczenie musi być narzędziem boskim, jednak jego władza sięgać może wyłącznie w generalny zapis przyszłości – elementaryzm jest tutaj niedopuszczalny, a zatem przeznaczenie nie ma wpływu na większość decyzji ludzi.
Podejście filozoficzno-etyczne: Przeznaczenie jeśli istnieje, kłóci się z sensem istnienia etyki. Nie można zatem karać ludzi, którzy popełnili jakieś błędy, gdyż nie mieli innego wyboru.
Podejście naukowe: Na istnienie przeznaczenia jest tyle samo dowodów, co na jego nieistnienie. Innymi słowy – nie jest to możliwe do zbadania.

Tym podsumowaniem pragnę zakończyć moje rozważania. Osobiście opowiadam się za nieistnieniem przeznaczenia. Opierając się na powyższych konkluzjach, dochodzę do wniosku, iż wiara w przeznaczenie jest nie dość, że deprymująca, to ponadto odbiera wiarę we własne siły. A może po prostu nie podoba mi się myśl, że coś rządzi moim życiem ;)

Wiem, że 90% osób, które czytają, co tutaj piszę, nie zamieszcza swojego komentarza. W tym momencie mam do Was prośbę – napiszcie co o tym myślicie. Wystarczą dwa krótkie zdania, dla mnie jednak będzie to znakiem, że pobudziłem kogoś do myślenia i moje wysiłki nie poszły na marne. Zatem – do dzieła, wypełnij poniższe białe pole! :)

Comments 22

  1. Moim zdaniem z istnieniem przeznaczenia jest tak samo jak z wiarą w Boga. Ludzie wierzą w niego, bo ta wiara pomaga im przeżyć kolejne dni, lubią wiedzieć, że mają kogoś do kogo zawsze mogą się zwrócić – to sprawia, że są silniejsi. Przeznaczenia używają w podobny sposób… Chodzą do wróżki, która mówi nam z reguły to, co chcemy odniej usłyszeć i wierzymy, że to co ona powiedziała, będzie miało miejsce. Z drugiej strony przeznaczenie pomaga im w prostym wytłymaczeniu różnego rodzaju niepowodzeń.

  2. zgadzam się..ludzie tłumaczą swoje niepowodzenia przeznaczeniem – tak jest łatwiej. osobiście w przeznaczenie nie wierzę. kłuci się to z moją wiarą w daną nam przez Boga wolną wolę. po co mielibyśmy ją otrzymywać skoro ostatecznie i tak nie mielibyśmy żadnego wpływu na przyszłość?.. wierząc w przeznaczenie równie dobrze moglibyśmy zakończyć naszą „potyczkę” z życiem i rozpocząć wegetację ponieważ wszystkie nasze działania i wysiłki byłyby zbędne skoro i tak nic nie zdarzyłoby się z naszego wyboru.
    jak słusznie Bartek zauważył, wierząc w przeznaczenie nie możnaby karać ludzi, którzy popełnili jakieś błędy, gdyż nie mieli innego wyboru..idąc dalej tym tropem wszystko co zapisane jest w Biblii, wszystko co się dookoła dzieje nie ma sensu w obliczu istnienia przeznaczenia.
    analizując ten problem z punktu widzenia różnych dziedzin nauki dochodzę do wniosku, że pojęcie przeznaczenia nie ma racji bytu w naszym świecie.

  3. Hmm… No cóż, dużo filozofujesz, Bartuś :P
    Podobnie jak Ty w przeznaczenie nie wierzę. To jest upraszczanie sobie życia- tłumaczenie sobie ‚dlaczego tak musiało być’… I myślę, że to jest łatwiejsze niż wiara w Boga. To jest na tłumaczenie sobie niepowodzeń- Bóg tak nie mógłby zrobić, bo z założenia jest dobry, więc dlaczego np. zmarł mój dziadek? Dlaczego jestem homoseksualistką?(dla jasności: to nie moje pytanie xD) Dlaczego ja nic nie mam albo mam mało, a inni mają nieprzyzwoicie wręcz dużo? Przeznaczenie? Ono się pojawia, gdzy tracimy wiarę w Najwyższego…
    Ale z drugiej strony czy warto jest wierzyć, że coś rządzi naszym życiem? Nie sądzę. Dla mnie osobiście to dyskomfort :]

    I, moi drodzy, „kłócić się” piszemy przez „ó” :P

  4. Dzięki Ćwiadku, cholernie budujące :P
    Karola, ja nie mam żadnego edytora tekstu z polskim langiem, żeby sprawdzać co piszę, więc należy mi wybaczać błędy :P

  5. Chyba byłabym chora gdybym tego nie skomentowała… no a głównie dlatego że jest to temat z którym kłócić się będę, ponieważ jestem wierną zwolenniczką idei predestynacji. Twoje słowa „Czy tak jest w rzeczywistości? Według mnie takie podejście jest głupotą, gdyż zakładanie, iż wiedza boska ma jakiekolwiek odzwierciedlenie w wiedzy pojmowanej przez nas jest nie tyle naiwne, co wręcz głupie.”
    Uważam, że tak jest w rzeczywistości. Zapomniałam dodać że logicznie rzecz biorąc my jesteśmy istotami niższymi od Boga. Posiadając wolną wolę zarazem jej nie posiadamy ponieważ wg idei przeznaczenia nasze myśli i tak jakby były nam pisane. Wiec czemu niby Bóg jako Ktoś wyższy nie zrobił sobie z ludzi marionetek? Theatrum mundi drogi Bartku, skad sie niby wzieło to hasło… wierzyć starożytności czy młodopolskim myślą uważam że nic nie jest głupotą…
    ” tym momencie powinniśmy się zastanowić, dlaczego pamiętamy wyłącznie przeszłość.”
    Skoro jest nam coś pisane to ktoś nam to nakłada. Wg Twojego myslenia i przeciwko fatum człowiek powinien znac przyszłość… wrecz przeciwnie. Skoro (upre sie juz tej wiary) to niby Bóg zna nasza przyszlosc to czemu my niby bysmy mieli ja pamietac? To tak jak ksiazka ktora pisze sie na bierząco… ktoś nam dyktuje jej tresc. Pewnie jest to nasze sumienie, albo z pozoru „wolna” wola… której nie posiadamy?
    „Jak bowiem można by sądzić grzeszników, którzy z góry są skazani na popełnienie grzechu?” A może jednak zostało nam dane oszukać przeznaczenie? Tak jak istnieje dobro tak i istnieje zło… skoro wg moich powyższych wniosków Bóg jest autorem naszej życiowej księgi a my tylko jego baohaterem, tak moze diabeł wprowadza nam bledy ortograficzne i składniowe? Może się mylę, przecież to tylko moje analizy… może przeznaczenie i wola to stek kłamstw o których mowa w tonach innych książek? Tylko dlatego by człowiek sam nie wiedział do czego darzyć… (?)
    Dalszej części komentowac nie będę. Ciężko pogodzić etykę z wiarą… to tak jak istnienie dinozaurów czy stworzenie świata.

    Czemu człowiek jest taką bestią która musi do wszystkiego dojść i wszysto swiatu udowodnić? Niby taki pęd, takie przeznaczenie ludzkie?

  6. Aha i jeszcze jedno… co do komentarzy
    „wierząc w przeznaczenie równie dobrze moglibyśmy zakończyć naszą “potyczkę” z życiem i rozpocząć wegetację ponieważ wszystkie nasze działania i wysiłki byłyby zbędne skoro i tak nic nie zdarzyłoby się z naszego wyboru.”
    A czy w przeznaczeniu nie moze być napisane że będzie nam dobrze, albo że nasze życie bedzie ciekawe bo zrealizujemy mnostwo zyciowych planów? To jest dla mnie głupie, ponieważ równie dobrze można popelnic samobojstwo dlatego ze nie wiem co bedzie jutro jak i dlatego ze dowiedziałabym sie od Bóg wie kogo o tym co będzie za tydzien…

  7. Beatko, nie przywiązałaś uwagi do tego, co napisałem na początku:

    „Wyjaśnię jeszcze pod jakim kątem prowadzone będą dalsze rozważania: chodzi o to, iż dane zjawisko ma się odbyć w przyszłości i jest to z góry zapisane. Zgodnie z ideą przeznaczenia – ma się to stać bez względu na wszystko, bezsprzecznie i nie można tego zmienić, jest to nieuniknione.”

    Przyjmuję definicję słownikową za punkt wyjściowy (przeznaczenie – według niektórych wierzeń religijnych odwieczna, niewzruszona decyzja sił nadnaturalnych stanowiąca o kolejach życia i losie pośmiertnym człowieka; predestynacja; nieunikniona przyszłość, nieuchronna konieczność; los, dola, fatum). Co prawda w moich przemyśleniach przez chwilę dopuściłem się hipotezy niespełnienia przeznaczenia, jednak niespełnione przeznaczenie bądź oszukane przeznaczenie to oksymorony.

    W dawnych czasach Bóg był dla ludzi czymś idealnym, czymś, co staje po części w opozycji z człowieczeństwem i czymś, czego pojęcie nie mieści się w ludzkiej logice. Pomimo upływu wieków ten obraz chyba najbardziej przypadł mi do gustu. Dlatego właśnie „boski plan” porównałbym z istotami pozaziemskimi. Tak naprawdę nie wiemy o tym nic, a porusza to naszą wyobraźnię do tego stopnia, iż terminom tym zaczyna towarzyszyć słowo „wierzyć”. Wierzymy w plan boski, a może po prostu jest nim pozostawienie ludzkości zdanej na siebie, brak ingerencji i cieszenie się możliwością poznawania wciąż piszącej się historii istot niezależnych? Czasami nawet zastanawiam się, czy przypadkiem świat nie powstał dla obserwacji np. któregoś z rodzajów bakterii, które mogą być równie fascynujące.

    Jeśli chodzi o powiązania wiary i etyki, to powiedziałbym nawet, iż ściśle się ze sobą korelują. Z tego co mnie pamięć nie myli, to właśnie Karol Wojtyła wykładał na ten temat :)

    Wspomniałaś jeszcze o diable…

    „Ja jestem Panem, nie ma innego.
    Robię światło i stwarzam ciemność.
    Czynię dobro i stwarzam zło.
    Ja Pan czynię to wszystko.”

    Iz 45.7

    Diabeł został przecież stworzony przez Boga! Nie sądzisz, że to pomoc w tym, byśmy mieli wolną wolę? :) Diabeł nie wprowadza zmian w nasze życie bez naszego pozwolenia – czasami świadomie bądź nie ulegamy jego sugestiom, a co za tym idzie – zmieniamy kolej losu. Gdyby było nam dane z góry zostać złym albo dobrym, to do tego diabeł byłby zbędny – jego praca byłaby z góry wykonana.

    Czemu człowiek jest taką bestią która musi do wszystkiego dojść i wszysto swiatu udowodnić?

    Myślę, że człowieczeństwo polega na rozwoju, a on jest efektem poznawania i dochodzenia do wniosków ;)

  8. Uważam, że przeznaczenie nie istnieje. Sami tworzymy świat, dokonując wyborów, a wydarzenia, które nas dotykaja to tylko efekt podejmowanych działań. Każda nasza decyzja ma wpływ na ścieżkę, którą będziemy podążać. Posiadając pewne umiejętności możemy odkryć etapy jednej z takich dróg. Jednak nie ma to nic wspólnego z przeznaczeniem. Raczej z łańcuchem decyzji.

  9. Pingback: Odpowiedź na 21 trudnych pytań | Maciej Płoński

  10. Dziś różnie odbieramy znaczenie fatum. Jedni uważają, iż nie można się przed nim schronić. Inni zaś twierdzą, że sami kształtujemy swój los. Nasze marzenia i dążenie do ich zrealizowania, nasza praca i wkład, nie miałyby sensu, gdybyśmy tak dogłębnie wierzyli w dogmat przeznaczenia. Wówczas pozostałoby nam tylko usiąść wygodnie w fotelu i czekać.
    Tak naprawdę nigdy nie poznamy prawdziwej odpowiedzi na pytanie „Czy przed losem można uciec?”. Możemy jedynie zgadywać, co by było, gdyby…

  11. Dla mnie przenaczenie jest czymś na co ja nie mam wpływu..gdy poznam kogoś przypadkiem na ulicy a później okaże się że dzieki tej osobie stworzyłem związek..czy przenaczeniem nie jest fakt że ktoś kto ma talent i mieszka nawet w najmniejszej dziurze jest w stanie się wybić…czy fakt że śmierć czyha za rogiem nie świadczy o tym że co komu pisane staje się smutnym potwierdzeniem że na nic nie mamy wpływu tak naprawdę..Przeznaczenie jest jak magnez przyciąga do nieświadomego człowieka splot zdarzeń w najmniej oczekiwanym momencie. Dlatego nie lubie nic planować z dużym wyprzedzeniem ponieważ przysłość jest nieprzewidywalna bo rządzi nią przeznaczenie i to ono kieruje moim losem. Życzę powodzenia wszystkim kredytobiorcom…to akurat był czarny humor:) ale czy nie prawdziwy…

  12. hmm, dla mnie najciekwszym podejsciem tej pracy wydał sie pogląd, ze gdyby przeznaczenie istaniało, za bledy nie moglibysmy nikogo karac… szuakałam pomocy do wpracowania, co prawda ja musze napisac o losie edypa i tam zawrzec elementy o przeznaczeniu, ktore ‚porządziło’ sie jego zyciem i mysle ze znalazłam tu bardzo ciekawe punkty, ktore byc moze pomoga mi w napisaniu pracy, ;)

  13. ja uwazam ze przeznaczeniem mozemy zawładnąć poprzez siłę naszego umysłu, wiekszosc ludzi nie wiem, nawet im sie nie sniło jak wiele kryje sie pod ‚powłoką’

  14. A więc tak… widzę, że tekst został napisany 4 lata temu ;) Więc troche czasu minęło ;P Osobiście wierzę w przeznaczenia, ponieważ męczą mnie różnego rodzaju wspólnoty, zwłaszcza religijne. Skoro nie wierzę w Boga, muszę w coś wierzyć i jest to przeznaczenie ;) Co prawda w jakiś sposób kłóci się to z kolejną rzeczą w którą wierzę- jest to chęć kreowania własnego życia… Oczywiście, możliwe, że z biegiem czasu moje poglądy się zmienią, ponieważ życie czasami zmusza nad do zmiany przyzwyczajeń z pozoru niezmiennych… Owszem, jestem bardzo młoda osobą i na pewne sprawy patrze irracjonalnie, ale to wcale nie oznacza, że jestem rozpieszczoną siedemnastolatką, która nic w życiu nie przeszła, bo przeszłam bardzo dużo. Tak więc dla mnie przeznaczenie istnieje i wiem, że ludzie których spotykam na swojej drodze są po coś, tak samo jak nauka, czy nawet ten Pański artykuł ;) Nie będę się tu pogrążać w jakieś historyjki z życia wzięte, czy też porównywanie przeznaczenia do Boga, czy w czymś jeszcze innym. Przeznaczenie jest dla mnie swoistego rodzaju LOSEM…. Oczywiście ujmując wszystko w paru zdaniach. Na temat przeznaczenia i jego istnienia moglibyśmy rozmyślać bez końca… Dlatego na tym zakończę swoją wypowiedź i nie będę pogłębiać się w dalsze rozważania.

  15. Moj Kochany zgina w wypadku.Dla mnie latwiej bylo by wierzyc ze tak mialo byc bo wszyscy mi to wmawiaja. Przeznaczenie…Jakas straszna sila sprawila ze nie moglam juz wysiedziec w domu i musialam isc do pracy w ktorej wlasnie go poznalam i zakochalismy sie w sobie jak tylko nasze oczy sie spotkaly po raz pierwszy….Nikt nie dal mi tyle szczescia co On…Gdybym mogla cofnac czas gdybym wiedziala ze jadac odemnie zginie w wypadku;( teraz mam dwa wyjscia albo wierzyc ze sami budujemy swoja przyszlosc i obwiniac sie za jega straszna smierc albo wierzyc w to ze tak Boziu chcial ze to On ustala to wszystko. Moim przeznaczeniem bylo Go poznac i spedzic z Nim najwspanialsze chwile mojego zycia, byly plany na przyszlosc wiedzielismy ze jestesmy dla siebie stworzni i nagle wszystko zniklo razem ze mna bo bez Niego nie istnieje.I wiem ze tak mialo byc tylko dlaczego jaki w tym sens ze dwoje ludzi zyjacych dla siebie teraz musza szukac sie gdzies w zaswiatach…

  16. Kiedy niewierzący w Boga piszą, że wierzą w przeznaczenie, to uważam ich niekonsekwentnie rozumujących i wnioskujących. Żadna ślepa bezrozumna siła nie może kierować naszym życiem, bo takowa nie istnieje. Poza tym przeznaczenie zakłada, że wydarzenia są z góry zaplanowane. Planować i determinować coś z góry może tylko osoba, czyli ktoś obdarzony wolą i intelektem. Żeby intelekt był doskonały, to musi w nim być też inteligencja emocjonalna, czyli empatia, wrażliwość, miłość. Widzicie więc logicznie, że przeznaczenie może być tylko osobą a nie ślepą, spontaniczną i z natury chaotyczną siłą. Jeśli jakaś osoba decyduje w jakimś punkcie historii o losach wszystkich ludzi i przebiegu całej przyszłości, to czemu nie nazwać jej np. Absolutem, Najwyższym czy po prostu po słowiańsku Bogiem. Czy to nie bardziej logiczne niż bajanie starożytnych Greków o jakimś mitologicznym fatum? Na dzieje Ziemi i ludzi mogą wpływać groźne ruchy i aktywności planet, słońc, gwiazd czy meteorów, bo mogą być przyczyną wielkich kataklizmów, ale nie żaden nieistniejący i nie mający podstaw naukowych ani logicznych los. Uważam, że dużo łatwiej i w oparciu o bardziej logiczne przesłanki łatwiej jest przyjąć istnienie Wyższego Intelektu. Zresztą sama koncepcja przeznaczenia nadaje mu siłą rzeczy cechy osoby – tylko osoba decyduje, planuje i urzeczywistnia swój plan. Tzw. los w oderwaniu od pojęcia Boga, to intelektualny absurd.

  17. A zbiegów okoliczności nie ma sensu dramatyzować i nazywać ich losem czy przeznaczeniem. Jeśli ktoś np. wierzy w Boga, niech uczyni założenie, że życie człowieka na Ziemi jest tylko epizodem w egzystencji nieśmiertlnej, wiecznej duszy (czy ducha). To co istnieje wcale nie musi ograniczać się do materii lub materii o stanie skupienia, który znamy. Byc może istnieją inne wymiary rzeczywistości, których z obecnymi narządami zmysłów obserwować nie możemy. Fizyka zna przecież różne cząstki elementarne i dotąd nie wiadomo które są najmniejsze i które są podstawowym budulcem materii. Być może mozliwe jest istnienie róznych form materii o różnej gęstości czy ciężarze cząsteczkowym. Nawet fizyka bierze takie możliwości pod uwagę. Ja osobiście wierzę w inteligentnego i potężnego w swych zdolnościach Najwyższego i wierzę, że po tym krótkim i frustrującym życiu na planecie Ziemia wprowadzi nas w inny, doskonały i harmonijny wymiar. On musi być Panem harmonii, piękna, porządku i najwyższego dobra. Jeśli tak nie jest to poumieramy i wyzdychamy jak inne naczelne oraz psy, osły, wrony i diabły tasmańskie. Ja wierzę, że moje pojawienie się na Ziemi nie jest efektem działania przez miliony lat ślepych sił przyrody, lecz, że ma to jakiś wieczny cel. Jestem o tyle lepszy od ameby czy meduzy, że wiem, iż nie jestem ich dalekim potomkiem. Nawet ludzkie komórki rozrodcze zawierają w sobie całe bogactwo naszych ludzkich cech i mimo, iż wydaje się, że niczym nie różnią się np. od komórki ameby czy pantofelka, to sami wiecie, że różnią się od tych komórek NIEWYOBRAŻALNIE! Komórki tych prymitywnych organizmów nie mogły dać początku choćby JEDNEJ ludzkiej komórce. To nawet ewolucyjnie i mutacyjnie nieprawdopodobne.

  18. myśle, ze poniekad jest jakies przeznaczenie chociaz to my je tworzymy wybierajac dane sciezki co dnia… np. ktos jedzie samochodem 120km/h pada deszcz nagle cos wyskakujje na drodze wszyscy gina w wypadku i kto jest winien??! oczywiscie ze nie przeznaczenie tylko KIEROWCA de*bil … my wybieramy droge i my ponosimy konsekwencje nie Bóg nie przeznacznie tylko MY!!!

  19. Odwieczny dylemat: przeznaczenie istnieje czy nie? mamy wolna wolę czy jesteśmy bezwolnymi istotami? A ja myślę, że to po prostu błędne założenia. Wolna wola i przeznaczenie wcale nie muszą się wykluczać. Ktoś wyrusza z punktu A , końcowym punktem jest punkt B. I to jest niezmienne, „zapisane” na samym początku. Ale….do końcowego punktu możemy dojść różnymi drogami. I to jest właśnie najważniejsze. Wszyscy skupiają sie na samym celu. Po co cokolwiek robić, skoro i tak wiadomo, ze skończę w tym a nie w innym punkcie? Ale właśnie sęk w tym, że trzeba robić, bo to co i jak robimy jest ważne. Po drugie, to „Coś” co nami kieruje myślę, że wie doskonale co dla nas jest najlepsze. Wystarczy zaufać. I nie mówię tu o wyznawaniu jakiejkolwiek religii. Zaufać temu co jest w nas. Nasza intuicja najlepiej wie co dla nas dobre. I jeśli ktoś tego głosu słucha na pewno dojdzie tam gdzie powinien dojść i gdzie tak na prawdę chce dojść, bo przecież nasze prawdziwie „chcenie” i przeznaczenie podążają tę samą ścieżką. Oczywiście po drodze spotkamy wiele „diabłów”, które będą twierdzić, że ta albo inna droga jest lepsza, ze to właśnie a nie tamto jest dla na najlepsze. Piszecie, ze nasza praca, działania itd. ale ile z nich jest NAPRAWDĘ naszym wyborem? Takim zupełnie naszym na wszystkich płaszczyznach naszego ja? Wybór szkoły, pracy, partnera itd? Potem mówimy, ze to nasz wybór, wolna wola, ale czy aby na pewno? I jak często te nasze wybory są tylko kolejnym rozczarowaniem? Czujemy, że to nie to, że nie tędy droga? Piszecie, ze ludzie tłumaczą przeznaczeniem swoje niepowodzenia, a może właśnie tak jest? Tylko, że źle to tłumaczycie. To nie jest tak, że tak miało być, tylko jest tak, bo nie tak miało być…Nie powiódł mi sie jakiś plan- mówię, ze widocznie tak miało być, a to błędne myślenie, może nie powiódł się, bo nie wybraliśmy właściwej drogi czyt. zgodnej z przeznaczeniem. Więc wracam i jeszcze raz robię, aż poczuję, ze to to. ( czyli działam, a nie siedzę z załamanymi rękami pogodzony z „losem”)I nie muszę czuć jakiejś niesamowitej atmosfery uniesienia:) Wystarczy proste zadowolenie, poczucie bezpieczeństwa, to już jest sygnał, ze to właściwe. Dla nas. Nie np. dla taty, bo jest zadowolony z nas albo sąsiad nam zazdrości. To nie są te „drogi”, pomimo tego, ze dają nam satysfakcję. ….Takie mówienie, ze ja sam jestem kowalem własnego losu, to ja decyduję to takie lekko zadufane dziecko, które puszy sie twierdząc, ze jest dorosłe i nie potrzebuje rodziców, a jednak…..A może tylko nam się wydaje, że to co robimy robimy z własnej i nieprzymuszonej woli, a to COŚ/KTOŚ patrzy na nas z dobrotliwym uśmiechem?:) Bardzo znane jest stwierdzenie „zmagania się z losem, z życiem” tak właściwe Zachodniej cywilizacji i czy jesteśmy z tego powodu szczęśliwi? Spokojniejsi? Zaspokojeni? Chyba nie…A jakże odmienna jest filozofia Wschodu, która mówi krótko „Płyń z biegiem rzeki, a nie pod prąd….”. Ja również kiedyś tak walczyłam, zadufana we własne siły i ciągle dostawałam w łeb. Dosłownie i w przenośni. Pomimo tego, ze wszystko aż we mnie krzyczało:”Nie”, zrób tak, a nie tak, nie słuchałam. Potem to sie zmieniło. Zaczęłam tego słuchać. Stanęłam. Nie w sensie zatrzymania w rozwoju:) W sensie drogi. I dałam sie ponieść. I jest dobrze. Nawet jak jest teoretycznie źle, to w rezultacie okazuje się, ze to było dobre dla mnie, po prostu ja na początku nie widziałam sensu tego co mnie spotyka. I tak krok po kroku posuwam się dalej. do przodu. Spokojna. I niezagrożona. Wiem, że dążę do mojego przeznaczenia, choć jeszcze nie wiem czym ono jest, ale wiem, ze nie ma sensu z tym walczyć. I tu zapewne ktoś mógłby stwierdzić, ze jestem marionetka. Otóż nie. Bo styl, sposób w jaki pokonuje tą drogę zależy ode mnie. Posłużę sie przykładem. Powiedzmy, ze X jest moim przeznaczeniem. Ale teraz jestem z Y. i co powinnam zrobić? Zgadzając się z przeznaczeniem porzucam Y i wiążę się z X, bo jest mi przecież przeznaczony. Albo walczę z przeznaczeniem, wyjeżdżam na koniec świata z Y, bo nie będę z X i już. Albo pozostaję z Y, ponieważ jest dobry, kocha mnie i ja tez coś tam czuję do niego(tu wpisać co). Jeśli X jest moim przeznaczeniem i tak z nim będę, wcześniej czy później, ale będę z nim nie dokonawszy złego wyboru drogi do niego, czyli nie porzuciwszy Y czy nie zdradziwszy go. I tak ja to widzę. Pogodzenie się z przeznaczeniem nie jest bezwolnym aktem, nie jest poddaniem się, tylko mądrym i świadomym wyborem. I jeszcze jedno błędne założenie większości. Mówimy, ze naszym przeznaczeniem jest ten czy inny człowiek(powyższe to był tylko przykład:)), ta a nie inna praca, dobrobyt czy sława, ale to bzdura. Czy naprawdę można sądzić, że przeznaczenie może dotyczyć takich błahych spraw? Przeznaczenie dotyczy naszego życia jako takiego. Ktoś jest dla nas jak najbardziej odpowiedni, bo „sprzyja” naszej drodze, naszej wędrówce. Dlatego jest tak dobrze odbierany przez nas, jest dla nas idealny. Praca również, ta idealna dla nas, rozwija nas, sprawia, że podążamy tą właściwą ścieżka. To są punkty, które nam pomagają, jak rzeczy w rzece, które ułatwiają nam owo płynięcie. Mogę trafić na kawałek drewna albo na kamień- ode mnie zależy czego się chwycę. I jakże często chwytamy kamień, a potem, że to złośliwy los, a przecież nasz los jest dopiero przed nami, a my po prostu w drodze do niego dokonaliśmy złego wyboru. Ja również. Ale dziś wiem, ze jak coś nie wyszło to znaczy, ze coś źle zrobiłam i należy wrócić na właściwa drogę. Poza tym nauczyłam sie słuchać samej siebie i najczęściej wiem, co mam robić. gdy robię to co czuję idzie dobrze, choć czasem wydawać by sie mogło, ze źle:) Natomiast gdy staram się wykazać wolną, a raczej przekorną wolą, wychodzi bardzo źle. Tu kolejne błędne założenie. Ludzie uważają, ze zawsze dobre dla nas jest to co ogólnie uważane za dobre, a dobro i zło to umowna sprawa. Czasem rzeczy złe również są dla nas dobre. Dobre są dla nas zarówno uśmiech jak i łzy. W odpowiednim czasie i dawce. Trochę to zagmatwane, ale i temat niełatwy. W każdym razie przeznaczenie i wolna wola nie wykluczają się zupełnie. Tak myślę:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *