Takie tam
Ponizej fragment stworzony na potrzeby listu.
Ekipa polska zgrala sie wysmienicie juz w samolocie – w piatek po poludniu czulismy sie, jakbysmy znali sie od lat. Szokiem bylo dla nas zarcie, ktorego polowa delikatnie mowiac jest obrzydliwa. Ale zawsze moglo byc gorzej, bowiem chociaz druga polowa nie jest zla – niestety smakuje tak samo (warzywa niczym sie nie roznia, owoce ledwo ledwo….)
W weekend meczyli nas strasznie jakimis wykladami, ktorych 75% bylo zawarte w wyslanych przez nich papierach albo zupelnie zbedne. Niemniej jednak panstwo Tobinowie wraz z innymi nauczycielami okazali sie niezwykle sympatycznymi Brytyjczykami lamiacymi wszelkie stereotypy jako zamkniety i trzymajacy dystans narod. Albo przynajmniej swietnie takich grali :P
W piatek wyszlismy juz ogladac Cambridge, bowiem w Fitzwilliam College, mimo ze jest bardzo nowoczesnym miejscem, nie ma za wiele do roboty. Ogolnie Cambridge to dziura, w ktorej sa same szkoly i sklepy, ale w tak pieknej dziurze jeszcze nigdy nie bylem. Chodzilismy po miescie codziennie. Psztryknalem garsc fotosow, jak kupie CD to moze uda mi sie przeslac.
W sobotni wieczor mielismy zajecia z narodowego humoru – kazdy kraj w 15 minut wymyslal skecz. W sumie nie pamietam juz co wymyslelismy, ale bylo w miare smieszne. Calosc nazywala sie ‘Jeux Sans Frontiers’ – cokolwiek to znaczy…
W niedziele stala sie rzecz niezwykla! Zarcie na lunchu stalo sie zjadliwe, wrecz smaczne, przy stolikach slychac bylo okrzyki radosci, ktorych istnienie wyjasnil fakt, iz byly to bulgarskie specjaly. Potem poszlismy poplywac lodkami po rzece plynacej przez Cambridge – zwie sie to ‘punting’. Wypas rozrywka pod warunkiem, ze lubi sie odpychac lodke od mulistego dna przy pomocy pieciometrowych kijow. Mi to nawet przypadlo do gustu :P
Pod wieczor mielismy uroczysta kolacje, na ktorej zagoscily Polki, ktore dotuja moja egzystencje. Damy byly powyzej siedemdziesiatki chyba, a jedna nawet dala nam swoj adres na wszelki wypadek. Po jedzonku, ktore procz wolowiny bylo calkiem calkiem, poszlismy na bibe, na ktorej kazdy kraj cos prezentowal. Polacy otworzyli te impreze dostojnym polonezem, a Brytyjczycy (nauczyciele) zamkneli piosenka, ktora az musialem nagrac – przesle w wolnej chwili!
W poniedzialek nadszedl czas ostatnich wykladow i rozstania z grupa, z ktora dane mi bylo bardzo sie zzyc. Ogolnie bylo tu sporo narodowosci: Bulgarzy, Chorwaci, Czesi, Estonczycy, Moldawianie (tak sie ich zwie?), Slowacy i Ukraincy. Za bardzo sympatyczna Bulgarka mialem przyjemnosc podrozowac do Birmingham. Swoja droga pociag jadacy 2h za £35 to przesada! Na szczescie nie musialem za niego placic :)
W Birmingham na dworcu, dwa razy wiekszym i dwa razy bardziej zanieczyszczonym od warszawskiego, czekal na mnie jakis koles z kierowca i udalismy sie do Stourbridge. W Polsce jechalibysmy ok. 20min, nie wiecej. Tutaj dobre 40. Na miejscu przywital mnie Housmaster, pan Marks, ktory jak sie z czasem okazalo jest bardzo sympatycznym facetem. Jacys kolesie, ktorych imion oczywiscie nie pamietam zaprowadzili mnie na kolacje, ktora – o dziwo! – byla 100x lepsza niz w Cambridge. Po jedzonku i zwiedzaniu mojego ogromnego domu poszedlem do miasta z chlopakiem, ktorego (sic!) imie pamietam – Charles.
W chwili obecnej siedze w pokoju i pisze listy, sluchajac jazzu i bluesa przy filizance Lavazzy. Od czasu do czasu pukaja sasiedzi, ktorych imion poki co i tak nie zapamietam, ale wydaja sie sympatyczni.
Nie mam niestety mozliwosci uzywania komunikatorow internetowych – skype badz gg. Podobne zabezpieczenia sa tu chyba we wszystkich prywatnych szkolach.
To teraz jeszcze kilka info na koniec:
1. Nie widze tutaj kto do mnie dzwoni – nie puszczajcie syg., nie dzwoncie, bo i tak nie zobacze kto dzwoni, a telefonow nie uprzedzonych SMSem nie bede odbierac ze wzgledow ekonomicznych. A wlasnie, jesli chodzi o SMSy – zdarza sie, ze nie dochodza do Polski, albo maja spore opoznienie, dlatego prosze o sygnal tuz po odebraniu SMSa (jakos sie domysle ;) ) albo o odpowiedz.
2. Brytyjczycy wcale nie maja smacznej herbaty – wszedzie ma taki sam smak, czyli niefajny.
Dzisiaj odbyly sie krotkie spotkania z nauczycielami przedmiotow, np. na niemieckim bede mial grupe czteroosobowa i dwoch nauczycieli. Przy reszcie grupy sa wieksze. Potem poszlismy na spotkanie z nauczycielami wych. fiz. i okazuje sie, ze moge wziac albo plywanie albo tenis. Zastanowie sie jeszcze, bo poki zima moge wziac plywanie, a na wiosne tenis. Sie zobaczy.
Pozdrawiam :)
Podobne wpisy:
5 komentarzy do wpisu „Takie tam”
Zostaw komentarz
Jeżeli komentujesz u Wujka po raz pierwszy, wówczas Twój komentarz trafi do poczekalni. Nie martw się, będzie on przeczytany (upewnię się, że nie sprzedajesz viagry) i chwilę potem wyświetli się on właśnie w tym miejscu.
Jeżeli występują jakieś problemy, możesz opowiedzieć mi o tym co Ci się przytrafiło.








Dołącz do 116 subsrybentów RSS!
RSS
Trackback
Wykop
Delicious
Ciekawie Bartku ciekawie. Szkoda tylko, że się nie pożegnałeś przed wyjazdem :P. Nie no oczywiście żartuje. Mam nadzieję, że uda ci się obejść te zabezpieczenia ;).
Dobre :D. To powyżej pisał HuTu, tylko zapomniałem się od niego wylogować :D. Jeszcze raz przepraszam :).
A my dalej walczymi o szafki w LO
Pozdrowienia ze wschodu
Twój Brat Niedźwiedź :)
Teskniem, Bartuuuuuus:***
Tu jest fajnie, ale ja chce do Waaaaas :P
Zarcie mamy cool 8)
To Fizwilliam serwowalo takie swinstwo ;P
3m sie, Slonce ;)
hej!!
co u was slychac?? u mnie w szkole wszystko ok. poznalam wczoraj jedna bulgarke, ktora w zaszslym roku byla na tym naszym stypendium. okazazlo sie ze mam sspollokatorke (niemka, ina). a co u was slychac???? moglibyscie sie wszyscy czasem odezwac!!