Rankingi Newsweeka są jak bikini

Wujek Dobra Rada Budka, Codzienność, Wyższe piętro 1 Comment

stats1Znudzony Internetem oczekiwałem dziś rano na otwarcie kiosków i poszedłem po świeże pół kilo prasy. Zaglądając do Newsweeka w celu przejrzenia cen nieruchomości w Warszawie, magazyn otworzył mi się na stronie ze ślicznie namalowanymi na niebiesko tabelkami, które po chwili skupiły moją uwagę.

A teraz kochane rybki, opowiem Wam jak nie powinno się robić rankingu, albo chociaż czego nie robić, aby stworzyć ranking, który komuś się do czegoś ma przydać.

Na początek pozwolę sobie zacytować dwa fragmenty z jedynego tekstu „wyjaśniającego” tabele:

(…) to wykaz uczelni, które są kuźnią polskich kadr dyrektorskich, menedżerskich i kierowniczych.

A tuż wcześniej:

To było kompletne zaskoczenie. My, redakcyjni humaniści, z niedowierzaniem wpatrywaliśmy się w wyniki (…) ogólnopolskiego rankingu wyższych uczelni. Pierwszą dwudziestkę zdominowały uczelnie techniczne. Typowo humanistyczna szkoła (Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej) znalazła się dopiero na 20. miejscu.

Zanim się rozwinę pragnę tylko wyjaśnić, iż ranking ten stworzono w oparciu o ilość obsadzonych stanowisk w wybranych firmach i liczbie studentów opuszczających mury danej uczelni. Otóż mam w zasadzie trzy kwestie do poruszenia:

  1. stats2Jeżeli publikuje się jakiś ranking, należy wówczas podać źródła danych (czyli w tym wypadku które firmy działające w jakich regionach zostały wybrane do badań). To tak samo trudno analizować dane ostatniego podobnego rankingu Rzeczpospolitej, która udostępniła bardzo dużą ilość cyferek, ale nie wytłumaczyła co one oznaczają, jak były liczone i przy pomocy jakiego wzoru doszli do wyniku końcowego.
  2. Teraz kwestia bardziej hmm… merytoryczna? Jeżeli szukamy odpowiedzi z jakich uczelni pochodzi najwięcej dyrektorów, menadżerów i kierowników, to bez patrzenia w te śliczne tabelki odpowiadam w ciemno: z ekonomicznych i technicznych. Znajdźcie mi proszę menadżera czy dyrektora jakiejś wielkiej firmy, który ukończył germanistykę. Jeżeli np. na uniwersytecie spośród multum wydziałów realistycznie wpasować się w realia tego rankingu może choćby nawet 50% studentów, to o tyle właśnie należy obniżyć statystykę absolwentów. W przeciwnym wypadku to tak jakby zapytać o odsetek pracowników w firmie informatycznej i porównać PJWSTK z jakąś akademią rolniczą. Takie wyniki są po prostu niemiarodajne dla potencjalnego kandydata.
  3. Jeżeli porównamy zarobki w różnych częściach kraju, różnego rodzaju firmach i przede wszystkim na różnych stanowiskach, wówczas otrzymujemy tak duże uśrednienie, iż otrzymane wyniki stają się ponownie niemiarodajne. Zakręciłem, ale już wyjaśniam. Otóż weźmy za przykład wspomnianą już PJWSTK. Drugie miejsce w rankingu: 40 specjalistów, 3 kierowników i (sic!) 0 dyrektorów! Oczywiście, to daleko idący wniosek, ale czy nie jest nieco intrygujące, z jakiego powodu pracownicy pochodzący z tej świetnej uczelni, nigdy nie zostali dyrektorami? Niemniej jednak drugie miejsce. Czyli będziemy dobrze zarabiać (aczkolwiek w rankingu nie ma słowa o zarobkach) na starcie, ale w wieku 35 lat nie ma jeszcze co liczyć na dalszą karierę… O tym w których regionach Polski są wyższe zarobki, nie chcę nawet zaczynać.

stats3A zatem należy sobie zadać pytanie: czemu służyć ma ten ranking? Z pewnością się z niego nie dowiemy po której uczelni zarobimy więcej, nawet jako inżynier. Z założenia wyeliminowano jakość kształcenia, więc tego też się nie dowiemy. Owszem, możemy wysnuć jakieś wątłe wnioski odnośnie tego, gdzie być może jest zapotrzebowanie na kogoś, ale nawet nie wiemy na kogo i dlaczego.

No więc na koniec, żeby nie było że marudzę, to powiem, że jeżeli bym w tej chwili wybierał się na studia, to oczekiwałbym rankingu od pracodawców (świetny pomysł!), z którego mógłbym się dowiedzieć po których uczelniach na jakich szczeblach kariery są najwyższe średnie zarobki. I właśnie poprawienie tych trzech w.w punktów pomogłoby zbliżyć się do tego celu, niż zastanawianie się z jakiej uczelni więcej osób pracuje w zarządzie. Jeżeli się w nich pomyliłem, to bardzo proszę mnie poprawić, nie jestem niestety (?) statystykiem.

A zatem, jak zwykł mawiać Andy Warhol: Statystyki są jak bikini – pokazują wiele, ale zakrywają to, co najważniejsze.

Pozdrawiam redakcję Newsweeka (szczególnie panią Iwonę Dominik, aczkolwiek nie ma trackbacka do jej artykułu) i tego kogoś, kto robił te statystyki, bodajże ARC Rynek i Opinia.

UPDATE
Po ponad dwóch tygodniach, pani Iwona Dominik nie odpisała mi na maila, którego jej wysłałem na adres redakcyjny. No cóż, tak to już bywa z „wielkimi ważnymi firmami”, że nie odpisują na listy klientów :)

Comments 1

  1. Witam,
    Bardzo zainteresował mnie Twój blog, prosze o kontakt mailowy mam dla Ciebie bardzo fajna ofertę współpracy!

    Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *