Co wolno wojewodzie, to nie tobie… konsumencie?

Wujek Dobra Rada Codzienność, Cyrulik Warszawski, Wujek, Wyższe piętro 4 Comments

Pan Krolik

Ile jest mitów na temat zakupów i praw konsumenta, nie warto nawet wyliczać. W tym przedświątecznym okresie przypomnę te, o których najczęściej zapominamy, nie wiemy, lub o których chcieliby zapomnieć nasi sprzedawcy.

Poradnik konsumenta

To jeden z tych wpisów, do których natchnienia otrzymałem biorąc prysznic. A może raczej powinienem powiedzieć: słuchając tym samym radia (marki nie będę wymieniał), w którym to panowie redaktorzy mówili takie bzdury, że Temida zdjęłaby opaskę i się nią udusiła.

Co to znaczy, że coś kupiłem?

Wiele osób nie wie, że kupując bułki w sklepie zawieramy umowę. W teorii pani z piekarni na żądanie powinna zawrzeć z nami umowę na piśmie, a pani w szalecie miejskim – poproszona – wystawić fakturę. O ile brzmi to kuriozalnie, to z tej perspektywy łatwiej jest się przyjrzeć temu czym jest tak naprawdę zakup. Otóż każdy zakup jest zawarciem umowy (najczęściej ustnej), wymogiem zawarcie tego na piśmie jest przekroczenie wartości produktu/usługi bodajże 2500zł.

Co to jest dowód zakupu?

Podstawą reklamacji w Polsce jest dowód zakupu. Co nam przychodzi do głowy? Paragon? Faktura? Owszem, ale ustawa nie precyzuje jaki to ma być dowód. Dzięki temu np. wyciąg z karty kredytowej czy też świadek naoczny jest równie wartościowym dowodem zakupu. Jeżeli nagramy na wideo nasze zakupy ( :) ) – to również jest dowód.

Sprzedawcy najczęściej powiedzą: Być może, ale tutaj wymagamy paragonu. Wówczas należy przypomnieć sprzedawcy o istnieniu UOKiK-u.

Nie ma gwarancji?

Producent nie ma obowiązku dawać nam gwarancji na dany produkt – to jego dobra wola. W związku z tym mamy prawo do rękojmi przez dwa lata od dokonania zakupu. Wówczas (w większości przypadków) reklamujemy towar sprzedawcy na podstawie tzw. niezgodności towaru z umową. Brzmi strasznie, ale oznacza to po prostu, że sprzedawca wydał nam produkt wadliwy.

Jeżeli gwarancja obejmuje np. rok, to drugi rok chroni nas właśnie rękojmia.

A gdzie pudełko?

Żądanie dostarczenia produktu w oryginalnym opakowaniu staje się już coraz rzadszą praktyką. Niemniej jednak warto wyjaśnić w tej kwestii kilka spraw: Po pierwsze pudełka producent może wymagać w gwarancji – jak już pisałem, jest ona jego dobrą wolą i działa na jego zasadach. Niemniej jednak, wówczas można zareklamować produkt na podstawie wspomnianej już niezgodności towaru z umową, do czego nie potrzeba pudełka.

Na logikę: wyobraźmy sobie, że ktoś kupuje i urządza dom, kupi przy tym średnio ok. 1000-2000 różnych produktów. Gdzie miałby trzymać wszystkie te pudła, pudełka i pudełeczka? :)

Reklama swoją drogą, produkt swoją…

Ostatnio kupowałem sześć Tyskich w lokalnym Społem. Na wystawie cena wynosiła 2.70zł za sztukę, jednak po zapłaceniu kartą jak zwykle spojrzałem na rachunek i zobaczyłem, że zapłaciłem 2.80zł za każdy złoty trunek. Pokazawszy rachunek menadżerowi zwrócono mi 60gr. Niby drobiazg, ale tak właśnie stanowi prawo.

Znów hiperbolizując: wyobraźmy sobie, że kupujemy samochód z wystawy. Gdy przychodzi do płacenia okazuje się, że samochód zamiast 20tys. kosztuje 25tys. i zamiast klimatyzacji ma zwykły nawiew. Mamy prawo kupić każdy produkt w każdym sklepie w podanej cenie i o podanych parametrach.

Zakupy przez sieć czyli sierściuch w worku?

Temat rzeka, głównie za sprawą tzw. zabronionych klauzul w regulaminach sklepów. Wyjaśnię kilka najistotniejszych spraw:

  • „Szczegóły produktu mogą się różnić od wymienionych” – nie mogą, bo klient ma prawo do rzetelnej informacji od sprzedawcy. Jeżeli na stronie MediaMarkt napisali, że aparat fotograficzny ma 10MP, to ma mieć nie 9.8, a właśnie 10! To że sobie napisali, że oni za nic nie odpowiadają, to wprowadzanie klienta w błąd.
  • gryzak„Otwórz paczkę przy kurierze” – kolejna zabroniona klauzula. Ale powoli, od końca. Jesteśmy klientami firmy kurierskiej, więc patrzymy czy paczka nie ma drastycznych wgnieceń, dziur i tak dalej. Kurier nie ma obowiązku czekać, aż pójdziemy po nóż, wyjmiemy styropian, zamontujemy plazmę na ścianie i sprawdzimy czy działają nam wszystkie kanały. Jeśli już otworzymy (jak już sobie pan kurier pójdzie) i zobaczymy, że w plazmie jest dziura wielkości 52 cali, albo że w Chinach ktoś zapomniał dokręcić kilku śrubek, wówczas towar zwracamy sprzedawcy. Niestety na nasz koszt.
  • „Tylko uszkodzony towar podlega zwrotowi” – to jest jedna z przewag kupowania w Internecie. To, a raczej fakt, iż jest to nieprawda. Otóż w Polsce kupując przez Internet (bądź telefon) mamy 10 dni na obejrzenie zamówionego produktu ze wszystkich możliwych stron i zdecydowanie czy nam pasuje czy też nie. Jeśli nie, wówczas na koszt własny wysyłamy nieużywany i nieuszkodzony produkt z powrotem do sklepu i czekamy na zwrot pieniędzy. Nie musimy się tłumaczyć co i dlaczego nam nie pasowało. Bo czy da się na przykład kupić buty bez przymierzenia?
  • „Bo poczta zgubiła” – wymówka stara jak sklepy internetowe. To sprzedawca (nadawca) może zaskarżyć pocztę czy też firmę kurierską (w końcu to on ma dowód nadania), jednak nam nic do tego. Z nami zawarł umowę, w której mówi, że dostarczy nam zamówiony towar. I to nas tylko obchodzi, jeśli coś się z przesyłką stało, to może on rościć swoje prawa wobec firmy kurierskiej, ale ponadto ma nam wysłać produkt, lub zwrócić pełną sumę (czyli z kosztami przesyłki) jeżeli tego towaru nie ma już „na stanie”.
  • „Priorytetowy prezent pod choinkę w czerwcu otrzymałem…” – Nierzetelność Poczty Polskiej można już określić mianem tradycji narodowej. W ten sam sposób co polscy kierowcy co święta zbiorowo pobijają rekordy promili, tak i PP pobija rekordy w przetrzymywaniu paczek. Otóż warto wiedzieć, iż nigdzie w regulaminie PP nie zobowiązuje się dostarczyć przesyłki w jakimś określonym terminie. To co otrzymujemy kupując znaczek „PRIORYTET” to nic więcej jak możliwość dostarczenia w określonym terminie. Może brzmi to paradoksalnie, ale Poczta Polska pomimo informacji o możliwości reklamacji, nigdzie w regulaminie nie pisze, że… przesyłki w ogóle zobowiązuje się dostarczyć.

Po co tyle zachodu?

Znajomi znają mnie z tego, że jak mi coś nie pasuje, to zwracam na to uwagę. Jeżeli w restauracji czekam pół godziny na kelnera, to proszę o obsługę menadżera. Jeżeli zupa jest niesmaczna, to po spróbowaniu proszę o podanie innej. Jeżeli w sklepie produkt na półce różni się od tego na paragonie – żądam obciążenia mnie ceną produktu półkowego. To nie pieniactwo, to szacunek do mojego czasu, pieniędzy i partnerskich relacji sprzedawca – konsument.

Aha, na koniec ostatnia rada. Nie wyżywaj się na kasjerze – on może pracuje tu dzień, a może za tydzień odchodzi. Jeżeli już na kimś chcesz się wyżyć, to właściwą osobą jest kierownik/menadżer/właściciel. To jego firma i on jest za nią odpowiedzialny.

Pomocą służą:

Warto wiedzieć

E-sklepy muszą oddać koszty przesyłki

Comments 4

  1. Genialny poradnik! Wielu ludzi po prostu nie ma pojęcia o swoich prawach, dlatego boi się cokolwiek powiedzieć w przypadku oszukania/pomyłki. Wielkie dzięki!

  2. Post
    Author

    Tak, Jędrzeju, Polakom naprawdę wiele brakuje do czysto konsumpcyjnej postawy rodaków zza granicy, gdzie popada się zresztą w inną skrajność – stosuje się żądania nawet bez oszustwa/pomyłki.

    Dzisiaj dowiedziałem się od pani w DPD, że oni podobnie jak Poczta Polska, nie gwarantują w ogóle dostarczenia przesyłek. Rzetelność (a raczej jej zasadniczy brak) dostarczania paczek tej firmy to temat rzeka, ale dzisiaj pobili rekord – kurier, który miał mi wczoraj dostarczyć paczkę przepadł, dzwonili do niego z DPD już dwa razy. Oto wyjaśnienie dlaczego pytałem czy gwarantują mi dostarczenie paczki :)

    Tak czy inaczej, może powieje komerchą, ale przesyłki dostaję co najmniej raz w tygodniu. W związku z tym w pierwszej kolejności polecam DHL i UPS. Oni chociaż dzwonią przed dostawą ;)

    Aha do zwykłej korespondencji InPost.

  3. Pingback: www.brt12.eu | 5 powodów przez które zakupy w Polsce to koszmar: Powód 5.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *