Sprzątnij po swoim psie!

Wujek Dobra Rada Codzienność 8 Comments

RaczkowskiCzęsto narzekamy na to, że Polska to brudny kraj. Narzekamy na śmieci i kupy na chodnikach, a potem idąc z naszym pupilem sami uważamy, że przecież nie trzeba sprzątać, bo „nikt i tak tego nie robi”, dlatego „to i tak nic nie zmieni”, a tak w ogóle „to przecież mały pies jest”. Pisała już o tym Gazeta.pl Warszawa, od wieków grzmiał Marek Raczkowski (patrz rys. obok), napiszę i ja.

Jestem mieszkańcem spokojnego osiedla w Warszawie, w którym znajduje się całkiem miły park (skwer?). Gdy tylko jest piękna pogoda mieszkańcy wychodzą do niego zaczerpnąć powietrza i pospacerować z rodziną ciesząc się naturą. Wychodzą też właściciele psów, którzy (pominę już, że spuszczają je ze smyczy, o braku kagańca wręcz nie wspominając) odpowiedzialni są za to, że dzieci często mają zakaz wstępu na trawę. Dlaczego? Dlatego, bo mogą się poślizgnąć (na kupie), przewrócić (na kupę) i pobrudzić (kupą). Straż miejska jest z definicji bezużyteczna, dla policji są zawsze ważniejsze sprawy, dlatego czas aby właśnie obywatele zaczęli o tym szerzej mówić!

PSIpinkiCałość powinna nam wystarczyć co najmniej na miesiąc. Pierwszy raz to wydatek niecałych 40zł (choć zestaw można też dostać za darmo), lecz potem każdy zapas to raptem nieco ponad 7zł. W porównaniu do tego ile przeciętny właściciel wydaje np. na jedzenie dla swojego pieszczocha, myślę że nie jest to takim wydatkiem, aby posprzątać po pupilu.

A zatem kochani, wychodząc z pupilami na osiedle zbierajcie to co one tam zostawią. Naprawdę, korona z głowy nie spadnie ;)

Ktoś z Was sprząta po swoim pupilu? A może wręcz przeciwnie – nie sprząta, ale wie dlaczego tak jest? Prawdę powiedziawszy ciekaw jestem zdań obu stron :)

Comments 8

  1. Widzisz problem nie tylko ten występuje w centrach dużych miast. Przypuśćmy takie moje osiedle – blisko las, ale jednak żeby iść z psiakiem do lasu (przynajmniej moim) trzeba przejść przez bój zaciągnięcia go tam… co często kończy się porażką (to taki zwierzęcy ewenement spotykający tylko mnie). Więc pozostają mi trawniczki tuż przy jezdniach – bo tak chyba jednak jest najestetyczniej. Jednak jedyne co mnie boli,to to że każdy o tym trąbi a tak naprawdę nikt nic nie robi. Na Pustkach nie ma ani jednego dystrybutora z torebkami. Administracja osiedla w żaden sposób nie dba o to, zaś o jakiejś edukacji typu, że istnieją nawet do tego jakieś zmiotki zapomnij…

    W Centrum z kolei sprawa ma się zupełnie inaczej – na szczęście, bo biednym psiakom naprawdę pozostają gdzieniegdzie jedynie chodniki. Wydaje mi się, że powinno się to wszystko jakoś nagłośnić. Porobić jakieś akcje namawiające ludzi do sprzątania, przekonania ich, że to nie takie straszne i nie takie drogie. No tak, ale to Polska, i wszyscy tylko słyszą a po co?.

    1. Post
      Author

      Tak, pamiętam Twojego psa awersję do lasu ;)

      Widzisz, jeśli chodzi o edukację, to przypomniałaś mi park w Stourbridge, do którego chodziłem na jogging. Tam był taki mały skwerek wysypany piaskiem, imitacja hydrantu na środku ( :) ) i nazywał się on Dogs Loo. Jak dla mnie genialny pomysł :)

        1. Post
          Author
  2. Ja po swoim pupilu wprawdzie nie sprzątam (mieszkamy na osiedlu otoczonym lasem, oddalonym od naszego domu zaledwie o 30-40 metrów, więc mój pies zazwyczaj wytrzyma te odległość bez oznaczenia terenu po drodze, tj. na chodniku pod domami sąsiadów), ale chciałem napisać o czymś innym…

    Od trzech lat mieszkam w Czechach i musze przyznać, że „tubylcy” imponują mi właśnie swoim podejściem do sprzątania po swoich zwierzakach! Moglibyśmy się od nich uczyć, gdyż (nie ważne, czy w Pradze, Brnie czy innym wiekszym mieście, czy też przeciwnie – w małej miejscowości) oni uważają posprzątanie kupy po psie za coś NORMALNEGO, OCZYWISTEGO, po prostu za swój OBOWIĄZEK!!

    Wielokrotnie byłem świadkiem sytuacji, kiedy ktoś wieczorem wyprowadzał psa do parku czy na jakiś skwer w centrum miasta. Ciemno, mało ludzi, nikt nawet nie zauważyłby, że piesek postawił klocka… A mimo to jego Pan(i) już ma w rekach przyprawioną papierową torebkę i specjalną łopatkę, żeby po nim posprzatać…

    Inna sprawa, że te akcesoria, o których Wujku napisałeś, są dostępne bezpłatnie niemalże na każdym rogu (zazwyczaj przymocowane do tego samego słupka, do którego przymocowany jest kosz na smieci). Choć, w przypadku Polaków, nie wydaje mi się, że chodzi tu tylko o te 14 złotych… Niestety…

    1. Post
      Author

      Widzisz, Polacy chyba zbyt się nauczyli, że jeśli coś należy do wszystkich, to należy do nikogo… i tym samym nie dbają o czystość jakiegokolwiek miejsca.

      Z kolei fakt, że dba się o czystość nawet mając świadomość, że nikt tego nie widzi, ma świadczy o przekonaniu, że czyny jednego człowieka mogą mieć wpływ na ogół. Polacy tak uporczywie się wzbraniają przed tą wiedzą, że aż mnie to dziwi, szczególnie ci pamiętający wydarzenia sprzed 20 lat.

      A jeśli chodzi o akcesoria, to jest bardzo dobry pomysł. W Polsce przydałaby się taka zasada, zaraz obok akcji informacyjnej, o której wspominała mrówka wątek wyżej.

  3. Od 4 lat mieszkam w Szkocji. Tutaj jeśli ktoś chce to w Councilu (urząd np. miasta) może sobie pobrać darmowe torebeczki, a ulicach są specjalne kosze na psie odchody. Kiedy ostatni raz byłem w Polsce pamiętam że byłem w lekkim szoku kiedy zobaczyłem trawnik przed blokiem… Jak pole „minowe”. Tak jak wspomniał krzychu81 nie wydaje mi się że problemem są pieniądze (może cena), tylko mętalność. Może kojarzy się to z tzw. czynem społecznym, kiedy sprzątało się na hura jak tylko padło hasło „czyn społeczny”.

  4. U mnie jest tak. Osiedle zamknięte, właściciele mieszkań specjalnie płacą wyższy czynsz za ochronę, spokój, porządek (?!) – i właśnie nad tym należy się zastanowić, bo jakoś niewielu z właścicieli psów chce się wyprowadzić swoje „najukochańsze” choćby za płot i nieliczne na osiedlu trawniki stają się psią gówniarnią, a dzieci pewnie siedzą w domach przez TV bo nie wolno im wyjść (Dlaczego mamo? Bo na trawniku i w piaskownicy są kupy, pobrudzisz się!). Mieszkając w Wielkiej Brytanii zaobserwowałem znaki, które wyraźnie informowały o możliwości otrzymania mandatu za niesprzątanie w wysokości 500 funtów.
    Ok – pierwsze wykroczenie stówa, kolejne 3 stówy, a za następne po 5 stów bezwzględnie, żadnych widełek tylko twardy taryfikator jak za prędkość.
    Obłuda ludzi nie zna granic, jak raz na pół roku zaproszę znajomych, którzy zostaną po 22 to przyjeżdża policja (i sąsiad zgłasza do administracji), ale jak piesek robi kupę, to „co panu przeszkadza, przecież gdzieś musi załatwić swoje potrzeby”.
    Gdzieś musi. Proponuję dywan w salonie sąsiada.

    A w ogóle to, moim zdaniem, każdy kto zamierza kupić psa powinien przejść odpowiednie szkolenie i zdać egzamin, coś takiego jak prawo jazdy – zwane licencją na posiadanie psa, odnawialne, co 5 lat. Pewnie, że psa się kupuje, jak pralkę czy telewizor, tyle że tych ostatnich nie trzeba karmić, wyprowadzać, a jak się popsuje to się wyrzuca. Niestety to spora różnica względem psa. Renomowani hodowcy nie sprzedadzą zwierzątka byle komu. Sprawdzają właścicieli niemalże tak, jak pod kątem adopcji, udzielają wskazówek, dają poradniki. Na pominięcie tego procesu pozwalają sobie tylko nieszanujący się amatorzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *