Eurowybory 2009 – broń boże pójść!
Wiesz kiedy są wybory? 7. czerwca. Otóż jak się okazuje niemal 87% z nas nie planuje wzięcia udziału w wyborach. Szokująca statystyka? Tylko na pozór, bowiem tak naprawdę tego typu informacja nie powinna nas zaskakiwać.
Parlament czyli zamrażarka
W powszechnym przekonaniu, iż do PE wybierają się ludzie ze zjeżdżalni sceny publicznej jest sporo prawdy. Opinia o parlamentarzystach jest kiepska, gdyż o ile w przypadku polityki krajowej wszelkie burze pojawiają się na ekranach głodnych sensacji stacji, o tyle uchwały unii są przekazywane ludowi (o ile są!) w postaci Parlament uchwalił
bądź Wchodzi w życie nowe prawo UE
. Ponadto w wyborach startują kandydaci albo spaleni na scenie krajowej, albo ze znacznym stażem. Nie od dziś mówi się na to spokojny koniec
bądź ukoronowanie kariery
.
Hołota do Europy
Ów Unia daje szansę zabrać głos i wielu polityków z tej szansy korzysta. O ile część posłów jest tam z powołania i chęci zmiany, o tyle niektórzy kandydaci to rządna unijnej ciepłej posadki hołota.
Są też i tacy, którzy nie dość, że nie znają angielskiego to jeszcze nie wiedzą na czym polega praca posła PE. Jeżeli ktoś uważa, że w takiej sytuacji może swoje braki w kształceniu językowym wytłumaczyć byciem lepszym od premiera
, to oznacza to wyłącznie, iż nie ma on najmniejszego pojęcia w jaki sposób pracują najważniejsze organy unijne, takie jak parlament oraz jakie funkcje sprawuje prezes rady ministrów.
Otóż premier zobowiązany jest do załatwiania spraw urzędowych w obecności tłumacza. Nawet podczas prac między USA i UK czy Australią najczęściej pracują tłumacze, by uniknąć choćby najmniejszych niejasności. Oczywiście znajomość angielskiego u premiera jest istotna ze względów prywatnych i potrafi nieraz pomóc, jednak jej brak w żaden sposób nie obniża szans kraju. W przypadku parlamentarzysty w Unii ogrom rzeczy załatwia się w kuluarach. To właśnie tu niezbędny jest język angielski, a często pomocny również francuski czy niemiecki. O posiadaniu znanego międzynarodowo nazwiska wspominać już nawet nie będę.
To Ty idziesz na wybory?! Na pewno nie jesteś studentem!
Są osoby, które poświęcają sporo czasu swojej fascynacji Unią. Konrad Niklewicz na swoim blogu pisze, że nie poprzestanie wysiłków by więcej rodaków wzięło udział w wyborach. Szkoda tylko, że podobnie nie myśli nasz rząd.
Jestem fanem wyborów. W 2007. dumny byłem, że Polacy uczą się głosować. Dziś wstyd mi za Polskę, że Polaków ku temu nie motywuje. W Internecie wszystkie serwisy o eurowyborach to nędznie zrobione informatory. Nie ma na przykład słowa o tym, iż ja jako student nie będę mógł w nich wziąć udziału.
Otóż jestem tymczasowo zameldowany w Warszawie. Miejsce mojego stałego zameldowania jest jednak kilkaset kilometrów dalej. Podczas jednego z wiosennych spacerów udałem się zatem do urzędu dzielnicy Śródmieście aby się dowiedzieć w jaki sposób mogę zostać dopisany do listy wyborców. Dwa lata temu wystarczyło złożyć w tym urzędzie podanie.
W przypadku Eurowyborów nie jest to jednak takie proste – otóż muszę się wybrać do miejsca mojego stałego zameldowania (przypominam, że jako student mogę przecież być z Zakopca a studiować w Trójmieście) i tam poprosić o dokument, z którym to będę mógł się wybrać do komisji wyborczej. Naturalnie urząd miasta mojej niewielkiej mieściny pracuje w godzinach 730-1530 (co za debil to ustalił!), więc aby dopełnić obowiązku obywatelskiego – muszę zaniedbać mój obowiązek studencki i wyjechać na dzień. No i oczywiście wydać sto kilkadziesiąt złotych na bilet.
Mam to zatem w nosie
Zawsze mówię, żeby osoba, która nie brała udziału w wyborach zamknęła się, bo nie ma prawa narzekać. Czasem to jednak państwo zamyka usta ludziom, aby to oni nie byli w stanie wypowiedzieć się w najważniejszym dniu każdego obywatela. Nawet jeśli połowa kandydatów to zbiorowisko.
A Wy wybieracie się na wybory? Myślicie, że warto?
Podobne wpisy:
- Eurowybory: O czym tak naprawdę mówią spoty?
- RPO: Wujek może wziąć udział w wyborach!
- Krótko, śpiewnie i o Unii
- Niezgodność towaru z umową w UE – reklamacja w sklepie Pixmania
5 komentarzy do wpisu „Eurowybory 2009 – broń boże pójść!”
Zostaw komentarz
Jeżeli komentujesz u Wujka po raz pierwszy, wówczas Twój komentarz trafi do poczekalni. Nie martw się, będzie on przeczytany (upewnię się, że nie sprzedajesz viagry) i chwilę potem wyświetli się on właśnie w tym miejscu.
Jeżeli występują jakieś problemy, możesz opowiedzieć mi o tym co Ci się przytrafiło.








Dołącz do 114 subsrybentów RSS!
RSS
Trackback
Wykop
Delicious
Czytając ten wpis mam deja vu, wczoraj popełniłem mocno podobny pisząc nawet kilka niemal identycznych zdań ;)
Oczywiście na wybory trzeba iść (jeżeli jest taka możliwość). Oby tylko ludzie idący do wyborów wiedzieli po co tam idą, bo żenujące jest pójście i zakreślanie kratek na chybił trafił.
Chyba nie do końca tak jest.
http://bip.warszawa.pl/Menu_przedmiotowe/wybory_parlament/default.htm
Nie wierzę że trzeba jechać po zaświadczenie.
http://um.warszawa.pl/v_syrenka/wom/index_karta.php?adres=282&kat=44
Jesteś pewien że nie możesz dopisać się do spisu wyborców bez wizyty w miejscu stałego zameldowania?
Potwierdziłem telefonicznie (dzielnica Mokótów). Nie potrzebne są żadne zaświadczenia z miejsca zameldowania stałego.
Czas na to jest do 28 maja.
Mhm, też to już sprawdziłem, ale dzięki :)
W błąd wprowadzili mnie niestety urzędnicy dzielnicy Śródmieście, którzy wówczas jeszcze nie byli przygotowani do wyborów.