Student to głąb?

Wujek Dobra Rada Budka, Codzienność, Cyrulik Warszawski, Wujek, Wyższe piętro 8 Comments

Brawo, Gazeta, obnażyliście tajemnicę Poliszynela! Piszecie, że studenci są coraz głupsi i że wszyscy na tym „korzystają”. To może ja dodam parę zdań z mojego studenckiego punktu widzenia.

W drugim wymienionym przeze mnie artykule autor pisze o tym jak doszło do takiej sytuacji, jaką mamy obecnie. No więc tak:

Nauczyciele w liceach

School workBędąc jeszcze w Polskim liceum uczyła mnie fizyki kobieta, która w liceum z tego przedmioty miała trójki, nie potrafiła odróżnić strony prawej od lewej i która twierdziła, że kilka rozwiązań z różnymi wynikami może być prawidłowe dla zadania. Nawet to z wodospadem płynącym do góry. A teraz wisienka na tort: byłem na profilu mat-fiz, a dyrektorem jest (bardzo dobry zresztą) fizyk. Powiecie że skandal? Bynajmniej, w okolicy nie było innego fizyka, który by chciał uczyć. Trzeba było brać tych, którzy nie umieli robić niczego „ambitniejszego”. Ja może miałem szczęście, ale w gimnazjum miałem lepszych nauczycieli niż w liceum.

Nauczyciele akademiccy

Mam takie szczęście, że ze względu na charakter mojego kierunku, mogę bezpośrednio zestawić ze sobą wykładowców polskich i zagranicznych. Powiem Wam tak: z takim podejściem jakie mają niektórzy polscy wykładowcy, to dziwię się że uczelnia jako pracodawca ich w ogóle trzyma. Na szczęście nie muszę mieć z nimi tak wiele do czynienia, bo oni z pewnością w rozwoju nie pomagają.

Każdy obywatel

TeachingTu chyba jest największy problem. Zupełnie nie rozumiem skąd się wzięło przekonanie, ze każdy musi mieć maturę. No ale pal licho, ona i tak od dawna leży na równi z egzaminem gimnazjalnym, który jeszcze za moich czasów był testem dla półgłówków. Po boomie różnych WSGG przyszedł czas na nową modę – każdy chce mieć licencjat. I tak studenci po trzech latach nauki idą z tym śmiesznym papierkiem w świat. Szczerze: jeżeli za rok miałbym iść z moją wiedzą na rynek pracy, to wolałbym zostać bezrobotnym niż kłamać komuś że znam się na czymś, na czym się nie znam. O tym, że nie umiałbym z czystym sumieniem przekazywać mojej niby-wiedzy już nie wspomnę.

Licencja na eksperta

Problem jednak tkwi w tym, że mnóstwo ludzi twierdzi, że po tych trzech latach nauki są już ekspertami. Ci z nieco większą pokorą zdobywają magistra. Kiedy mój brat, który studiuje na SGH, mówił mi jak wyglądają prace magisterskie pewnej dużej prywatnej uczelni ekonomicznej, to myślałem, że padnę ze śmiechu. Wkrótce rodzice będą mogli kupić pociechom pakiet 3+1: matura, licencjat i magister + doktorat gratis. Tylko co z tego, skoro na rynku pracy takie osoby są słabe? Studia z turystyki niewiele pomogą, jeśli w ogólniaku ciągnęło się angielski na trójach!

Obecnie żadnym prestiżem jest posiadanie trzech spółgłosek przed nazwiskiem – to może każdy debil. Owszem, prestiż studiów na tym cierpi, ale do diabła z prestiżem – liczy się przecież rynek pracy. A ten się sam reguluje i idiocie nawet wykształcenie wiele nie pomoże.

Wujek reformator

HomeworkCo sam bym zatem proponował? Jak dla mnie jest kilka prostych kroków do polepszenia poziomu edukacji w Polsce. Po pierwsze przywrócić ośmioletnie podstawówy czyli wywalić gimnazja tak żeby się mocno kurzyło i nikomu nie przyszło do głowy ich przywracać. Co do tego czego uczyć, to nie będę się nawet rozpisywał, bo to temat rzeka. Potem należy dać Unii psztyczek w nos i olać system boloński. Kochani – licencjat jest dla idiotów, czas to sobie uświadomić! Nikt po trzech latach nauki nie stanie się fachowcem!

Friko nie dla idiotów

Trzecia sprawa, to coś, z czym większość narodu się nie zgodzi. Otóż jestem za jedną z dwóch opcji: albo czesnym na wszystkich uczelniach, albo zwolnieniu z czesnego tych najbardziej elitarnych uczelni, a reszta do jednego wora. Sorry kochani, ale taka jest prawda – jak słyszę na jakie uczelnie idą pieniądze z podatków, to się nóż w kieszeni otwiera i karta miejska ciągnie na Wiejską. Jak już ktoś traci pieniądze, to swoje, a nie społeczeństwa! Kogoś nie stać – niech weźmie kredyt studencki, jak miliony innych osób na całym świecie, a jak ktoś chce się uczyć to dostanie stypendium. Z całym szacunkiem, ale jak porównywałem to co się uczy na wydziałach psychologii na niektórych uczelniach, to można się załamać. Nie chcę mówić z iloma dobrymi wydziałami się spotkałem, bo nazwiecie mnie stronniczym, ale prawda jest taka, że nie chciałbym się udać do wielu moich kolegów i koleżanek z wielu sąsiednich uczelni jako do specjalistów. Niektórych fachów po prostu trzeba się nauczyć w szkole.

Dysmózgowie

PlaytimeKtoś w tych artykułach poruszył przewijającą się kwestię ortografii. Jeżeli ktoś mi powie, że może pisać „rzułf” zamiast „żółw” tylko dlatego, bo przecież on ma być „inszynierę”, to niech mi z tej strony się wynosi. Wrodzony kretynizm i skrajne ograniczenie umysłowe nie jest dla mnie wytłumaczeniem takiego bałwaństwa. Bo to nie chodzi o to, że „oni nie muszą umieć pisać”. To chodzi o to, że oni nie są w stanie ortografii pojąć. Sorry, jeśli nie umiesz napisać bez błędu wieżowiec, to nie wierzę Ci, że go potrafisz zaprojektować. No po prostu nie wierzę.

Mentor-baran

Na koniec wrócę jeszcze do moich nauczycieli z liecum. Miałem fizyczkę, która przeczyła prawom natury. Miałem polonistkę, która mówiła „otwórzta se okna”. Miałem geograficzkę, która za powód wystawienia oceny mówiła „za wygląd”. Miałem nawet biologiczkę po pedagogice! Żadna z tych osób nie powinna była w ogóle dostać magistra, a jakoś im się udało. Jak młody człowiek patrzy na nich z politowaniem, to myśli sobie: skoro im się udało, to uda się i mi…

Comments 8

  1. Też miło wspominam lata spędzone w naszym liceum ;p chyba jedyne co Cię ominęło to bezmyślne przepisywanie opracowań wierszy, dyktowanych z 60letniego zeszytu. Co do reszty: jestem za zlikwidowaniem gimnazjów, studia powinny być 5 letnie. Jeśli chodzi o trzecią sprawę zsolidaryzuję sie z większością narodu.. nie wiem czy to by coś zmieniło. Ci co teraz kończą kilka kierunków na prywatnych uczelniach i tak by studiowali, za to naprawdę biedne, inteligentne osoby mogłyby mieć z tym problem..

    1. Post
      Author

      Heh, tak drogi Szczurku, nasze liceum jest bezcenne. A co do polskiego, to czyżbyś miała polski z Babcią? :P
      A jesli chodzi o prywatne uczelnie, to tam płacą za studia, więc w zasadzie sprawa ich nie dotyczy. Ale wolę żeby nawet głąby studiowały na państwowych uczelniach i płaciły, byleby wówczas pieniądze szły na stypendia socjalne…

  2. Problem może nie leżeć w tym, że to co starają się nam przekazać w szkole wyżej (polskiej) nie jest w żaden praktyczny sposób wykorzystywane (już nie wspominając o tym jaki sami poziom reprezentują), lecz w tym, że system jaki panuje w naszym kraju nie jest dostosowany do tej wiedzy. Jako matematyk finansowy (przyszły) wiem, że realia panujące u nas (ekonomiczne, finansowe a nawet polityczne) nie stwarzają dla nas odpowiednich warunków – miejsc pracy odpowiadających wykształceniu, stanowisk wyposażonych w nowoczesny sprzęt itp. Ze swoją wiedzą na Zachodzi Europy pewnie byłabym najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. U nas martwię się, że po studiach od biedy pójdę pracować nie realizując się w kierunku. Urocze prawda? :) Na szczęście ideą Politechniki jest hasło „magistra inżyniera nie każdy mieć musi”, więc ni jako człowiek czuje się wyróżniony. Ale patrząc na to wszystko przez pryzmat niewielkich szkółek, które wciąż powstają wszystko to wygląda dość żałośnie… Bo przecież pracodawca nie będzie wnikał czy swoją pracę napiszę o tym jak ruch skrzydeł motyla w Singapurze może wywołać tornado gdzieś w USA, czy o tym że na świecie jest źle, bo tak. Dla niego ważny jest papierek, który ma za duża część istot w naszym kraju… Się zbulwersowałam ;)
    Zmierzałam do tego, że skoro nikt nie ułatwia drogi rozwoju ludzi ambitnych, to czemu się dziwić, że uczą nas tacy a nie inni ludzie?

    1. Post
      Author

      Widzisz Beata, stąd też bierze się powszechna opinia, że na niektórych kierunkach studiuje się tylko po to, aby łatwiej się było zadomowić na nowej ziemi. Przykre, ale najlepsi polscy studenci pracują za granicą.

      Co do małych szkółek, to faktem jest, że na papierze najbardziej liczy się uczelnia. Mój brat ostatnio powiedział mi, że na najlepsze staże w Warszawie (jeśli chodzi o zarządzanie i marketing) na poważnie rozważani są jedynie absolwenci SGH i UW. Taka jest brutalna prawda, dlatego jeśli chodzi o Twoją szkołę, to z pewnością w Trójmieście będziesz preferowana nad tych z innych uczelni. Szokuje tylko to co piszesz, że rynek jest dość zamknięty. Ale tak się w Polsce po macoszemu traktuje matematyków – kompletny absurd…

  3. Pingback: Być studentem, być studentem… » www.mrowkab.com

  4. Pingback: Wykładowco – to przez Ciebie ściągają! - www.brt12.eu

  5. Z tymi stypendiami za wyniki też nie jest tak różowo. Nie wiem jak jest na innych uczelniach, ale na mojej zdarzają się jeszcze zaliczenia na zasadzie ‚rzucam prace i te które zostaną na stole- zaliczają’. Co gorsza nie na każdym przedmiocie można swoje prace obejrzeć. Dlaczego? ‚Bo nie’. W konsekwencji osoby, którym się stypendia należą, wcale ich nie otrzymują… Smutne, ale prawdziwe.

  6. Czepiasz się rzeczy najmniej istotnych. Przecież ważne, że wiem jak zrobić most: znam wzory, rozumiem co one oznaczają i wiem skąd znaleźć dane. A czy belka będzie miała 127, czy 172 mm? Who cares?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *