Do siadu gotowi… won!
Wiem, że temat jest dość wyświechtany, aczkolwiek przy okazji dzisiejszego wykopu postanowiłem pokusić się o szerszy komentarz. Dlaczego? Dlatego, bo starsze panie mnie wkurzają i należę do tej mniejszości, która nie obawia się tego okazać.
Starsza schorowana staruszka
Prawdę powiedziawszy zawsze mi ich szkoda – samemu mając babcie życzę im miejsca w środkach komunikacji miejskiej. A co! Problem jednak w tym, że skrajny egocentryzm naszych emerytów nie przywodzi im na myśl możliwości, że ktoś ma jakieś problemy poza ich Jedyną Najważniejszą Osobą. Czas wytknąć nos spoza swojego własnego świata i dostrzec, że nawet na emeryturze żyjemy w społeczeństwie.
Dla mnie jeżdżenie do Hali Mirowskiej przez całą Warszawę tylko po to bo komuś się wydaje, że tam można zrobić lepiej zakupy jest równoznaczne z tym, że osoba wybierająca się w taką drogę ma świadomość tego, iż może całą podróż przestać. Bo w końcu nieraz wszystkie miejsca zajęte są przez innych emerytów i nikt wówczas nie licytuje się z chorobami (no chyba że ma się na myśli licytację w stylu babć gadających na imieninach u cioci).
Autobus wolny rynek
I w ten właśnie sposób kiedy tylko uważam, że mam potrzebę – siadam i się nie oglądam na sapiące starsze panie. Sorry, ale jeśli mam 10 egzaminów w 5 dni i śpię po 3h na dobę, to roszczę sobie prawo do zajęcia miejsca. Jeśli przeszedłem pół miasta i padam na pysk – siadam i mam w nosie co kto o tym myśli. Jeśli skręcę sobie kostkę, to też siadam i nawet przez myśl mi nie przechodzi mówienie komukolwiek dlaczego akurat siedzę, a nie stoję. To moja sprawa i guzik to innych obchodzi. Pulchną panią dowcipnie głoszącą, że miejsca są, ale dżentelmenów nie ma
szczególnie!
Nie wiem dlaczego starsi panowie potrafią z kulturą poczekać, zawsze ustąpią miejsca ciężarnej lub po prostu zmęczonej damie i zaczynają zdania od Przepraszam bardzo, czy mógłby pan…
, ale uważam że seniorki również na to stać.
Jeśli nie miejsce… to co?
W Warszawie emeryt płaci 40zł za rok biletu i może jeździć we wszystkich strefach. Normalnie taki bilet kosztuje 1160zł lub połowę tego dla młodzieży. To znaczy, że emeryt płaci 3.45% ceny biletu. Jeśli uważa, że za tę cenę jakość przewozu, którą otrzymuje mu nie odpowiada, to niech napisze reklamację/skargę do ZTM albo wybierze alternatywnego przewoźnika.
A najlepiej niech staruszka będzie miła i uśmiechnie się do mnie, wówczas jeśli tylko mogę – z chęcią ustąpię jej miejsca. Naprawdę, jeśli mnie to nic nie kosztuje, to nie mam nic przeciwko pomocy bliźniemu. Chyba że zgania mnie cham.
Podobne wpisy:
- Warszawa, teatry i dlaczego ludzie do nich nie chodzą
- Za ile pojedziesz w Polskich miastach?
- 5 powodów przez które zakupy w Polsce to koszmar: Powód 4.
- Neostrada vs. Net24 – co wybrac?
6 komentarzy do wpisu „Do siadu gotowi… won!”
Zostaw komentarz
Jeżeli komentujesz u Wujka po raz pierwszy, wówczas Twój komentarz trafi do poczekalni. Nie martw się, będzie on przeczytany (upewnię się, że nie sprzedajesz viagry) i chwilę potem wyświetli się on właśnie w tym miejscu.
Jeżeli występują jakieś problemy, możesz opowiedzieć mi o tym co Ci się przytrafiło.








Dołącz do 113 subsrybentów RSS!
RSS
Trackback
Wykop
Delicious
Ja również nie ustępuję. Ale nie wynika to z jakiejś próby mszczenia się. Poprostu już mnie to dobija, gdy widzę osobę w podeszłym wieku podnoszę się ustępuję jej miejsca, a ona stawia siatki na tym siedzeniu, albo swojego wnuczka, albo mówi, że zaraz wysiada lub bym się nie fatygował ona postoi. Nosz cholera jasna gdy mam 9 takich przypadków na 10 teraz poprostu czekam, aż mnie któraś z nich magiczne słowo -> poprosi o ustąpienie miejsca, bo nie mam zamiaru przeciskać się z plecakiem lub torbą przez innych ludzi TYLKO po to by usłyszeć, gdy już się przecisnę “ależ nie trzeba było Pan siada” niestety zamiast oczekiwać na “proszę” słucham jaki to jestem niewychowany, nie rozumiem straszych i “Ty.. Ty.. chamie TY!!”
Taa, ustępowanie miejsca paniom w ciąży również często wiąże się z usadzeniem synka. Ja wtedy mówię, że miejsca ustąpiłem pani, a nie dziecku, bo jeśli to dziecko ma siedzieć, to ja wolę z powrotem moje miejsce. A co :P
Lepsze jest jeszcze jak wokół Ciebie jest n-wolnych miejsc, a ona stoi koło Ciebie i patrzy żebyś jej ustąpił miejsca.
Ja z reguły nie ustępuję, niech myślą co chcą. Będzie zmęczona bardzo to sama poprosi.
brt12 całkowicie się z Tobą zgadzam. Mimo, że rzadko jeżdzę autobusami zawsze kiedy już wsiadam do autobusu spotykam się z tzw. wyścigiem geriatrycznym do siedzeń. Ja tam jestem młody, nie mam jeszcze poważnych egzaminów więc mogę sobie postać. Denerwuje mnie tylko ten wyścig i bezwzględność (starsze panie umieją łokciami torować sobię drogę, rozpychując się we wszystkie strony).
Czasami myślę, że to jest u tych babć i dziadków takie zabawne…
Wczoraj miałam taką sytuację, że dwie panie chciały koniecznie usiąść obok siebie. Jedna zajęła wolne miejsce obok mnie, a druga polowała na moje + ewentualnie od biedy na jakieś inne, bo jak to może być że kobieta po 60 musi stać (stawiam że tyle miała). Panie chcąc skorzystać z faktu że czytałam książkę i miałam słuchawki na uszach (mój sposób na obronę) zaczęły się porozumiewać – pokazując na mnie palcem i gestykulując rękoma że raczej prędko się nie ruszę. Zabawnie to wyglądało, uwierzcie :)
Z kolei tydzień temu pan wchodzący przednimi drzwiami do autobusu mimo masy wolnych miejsc uparł się że chce miejsce dla inwalidy i swoich szarmanckim sapaniem wykurzył siedzącą (i zawaloną siatkami z zakupami) panią. Trzeba mieć tupet! Ale wierzę, że taka skromna umiejętność przychodzi człowiekowi dopiero coś koło 60-70 roku życia i wchodzi mu w krew. Ciekawie kiedy w nas obudzi się ten zew rzeczywistości ;)
Nie ma to jak konkretnie i prosto z mostu wylać na babcie kubeł wody. To wszystko co tu piszesz jest prawdą. Zawsze tak było i zawsze tak będzie, ale pamiętaj, kiedyś Ty będziesz dziadkiem, który będzie miał osteoporozę, odmę płuc, zbliżającą się ślepotę i reumatyzm. Wtedy inaczej spojrzysz na młodych ludzi, którzy śpią po trzy godziny dziennie i mają przed sobą ważny egzamin. Różnica między “Tobą” a “Starszymi” polega na tym, że nikt nie widzi Twojego utrapienia, a u dziadków widać wszystko jak na dłoni….. To tylko tak w ramach obiektywnego spojrzenia na sytuację, ale i tak uważam, że masz rację ;)