WARS i afera laptopowa

Wujek Dobra Rada Codzienność, Wujek 8 Comments

Od pewnego czasu trwa w Internecie debata na temat używania laptopów w wagonach restauracyjnych WARS (epicentrum debaty). Niewielka tylko część dyskutantów zdaje się dostrzegać fakt, że jest to ledwo wierzchołek góry lodowej.

Miejsca brak, klientów też

To nie o to chodzi, żeby zakazywać używania laptopów czy czytania prasy, ale żeby osoby chcące coś zjeść mogły to zrobić. Tyle, nic więcej.

Nieraz byłem w sytuacji kiedy przychodziłem do WARSu i wszystkie miejsca są zajęte. Nikt nic nie je, obsługa baru sobie gada, bo nikt nic nie zamawia. Jak się potem okazało wszyscy tam siedzący zajmowali miejsca potencjalnym klientom dlatego bo:

  • Bilet kupili dopiero w pociągu (a co z ogłoszeniami „pociąg objęty jest całkowitą rezerwacją miejsc”?!) i nie mają gdzie usiąść, więc siedli w barze.
  • Siedzą sobie, „bo mogą” i nie zejdą bo przecież płacą za bilet.

To nie o to chodzi, żeby wprowadzać jakieś chore restrykcje, ale żeby ktoś kto chce coś ciepłego kupić w WARSie mógł to zrobić. Czy nie można zapisać w regulaminie, że osobom spożywającym ciepły posiłek należy na prośbę ustąpić miejsca?

To jest siedzenie, więc ja tu siedzę

Inny przykład, który zawsze mnie wkurza to osoby, które przychodzą do WARSu „na kawę”. Ale tu nie chodzi o zwykłą kawę (i nie mam tu na myśli tego gówna które serwuje lokal). Chodzi o kawę relacji Warszawa-Wrocław. Ta osoba będzie tam siedziała z tym kubeczkiem przez całą podróż, bo przecież kupiła coś to może.

Nie, kurna, nie możesz! Jeśli tak robisz to jesteś typowym przykładem wszystkiego tego, za co się wstydzę przed obcokrajowcami którzy tu przyjeżdżają. To nie jest nawet małomieszczańskie, to to prostu jest jakimś Twoim kompleksem, że udowodnisz komuś, że możesz mu jakoś przeszkodzić. Jeżeli jesteś taką osobą, to zamknij ten blog i nie chcę Cię tu więcej widzieć.

A ja mam laptoka

Co do samych użytkowników laptopów… Zacznę może od tego jak przed laty przyjeżdżałem do Polski z UK na przerwy w szkole, które były przed egzaminami. Wówczas siedziałem z laptopem i uczyłem się wszędzie gdzie mogłem, żeby potem móc spędzić więcej czasu z rodziną i znajomymi. Miałem serdecznie gdzieś co kto o tym myśli, a wszystkie pytania zafascynowanych nastolatków starałem się zbywać uprzejmą informacją o parametrach, słowem „przepraszam” i nieoderwanym wzrokiem od ekranu.

Obecnie nie mam potrzeby takiej ciągłej nauki (jak są egzaminy, to się siedzi w domu ;) ), aczkolwiek zdarzało mi się że muszę coś napisać w pociągu. Ale do tego nie potrzebuję stolika, wystarczy mi siedzenie i gniazdko, które mam w miejscu gdzie znajduje się moja miejscówka. A co widzę w WARSie? Owszem, są biznesmeni i ludzie, którzy mają pootwierane „coś ważnego”. Ale często zdarza się też, że siedzi jakiś nastolatek i ciupie w RPG.

Albo otyły pan rozsiada się na dwa miejsca i czyta „Fakt”. Sorry, ale jeśli jestem głodny i chcę zjeść, to won z mojego miejsca. Masz miejscówkę i to jest jedyne miejsce za które zapłaciłeś. Nie miejsce w WARSie!

Czyj to w końcu interes?

A zatem podsumowując ten wywód o pasożytach pasażerach: wg. mnie WARS powinien dawać przywilej osobom, które chcą tam zjeść ciepły posiłek. I to nie z mojego – klienta – punktu widzenia. To im w końcu powinno zależeć, żeby sprzedać mi tego durnego schabowego…

Comments 8

    1. Post
      Author
      1. Ja właściwie też nie,ale że w maju i czerwcu dość często kursowałam na trasie Warszawa-Wrocław-Wałbrzych to mogłam sobie niektóre zwyczaje odświeżyć. Np. Gdy pociąg staje to kończy się prąd. A w zwykłym osobowym(raz jechałam z Wałbrzycha do Wrocławia) nie ma prądu w ogóle, albo na przykład w kasach pkp czasem sprzedają kuszetki zamiast sypialnych albo miejsca dla palących jako dla niepalących. Co gorsza najczęściej trzeba było kupować jednak u konduktora bo kasy przestawały sprzedawać bilety na kilka godzin przed odjazdem pociągu. Jak mi się jeszcze coś przypomni, to napiszę :)

  1. Ja w WARSie zamówiłem coś tylko jeden jedyny raz w życiu i… zraziłem się! :) Piwo!!! Za małego Żywca (nienawidzę tego browara) na trasie – nomen omen – Warszawa – Wrocław pan barman wyglądający raczej jak boy hotelowy chciał 10 zł. Oczywiście zapłaciłem, bo było to jedyne piwo w ich ofercie, no a człowiek nie wielbłąd – pić musi. Ale od tamtej pory już do tego przybytku nie wchodzę.

    „(…) A ja ciągle w pociągu, a ja ciągle w przeciągu.
    Setka wódki i piwo. Taki jestem na żywo (…)”

    1. Post
      Author
  2. Obecnie nie mam potrzeby takiej ciągłej nauki (jak są egzaminy, to się siedzi w domu ;) ), aczkolwiek zdarzało mi się że muszę coś napisać w pociągu. Ale do tego nie potrzebuję stolika, wystarczy mi siedzenie i gniazdko, które mam w miejscu gdzie znajduje się moja miejscówka.

    A właśnie jak jest w PKP z tymi gniazdkami? Bo ja osobiście bałbym się cokolwiek wpinać do takiego kontaktu :/

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *