mBank: Studencie mamy cię w dupie?

Wujek Dobra Rada Budka, Codzienność, Cyrulik Warszawski, Sztrona, Wujek 22 Comments

mbank ma cię w dupieDziś będzie o tym, w jaki sposób pewien duży bank traktuje studentów jak śmieci. Moja historia z pewnością spodoba się tym 20 tysiącom klientów, którzy zostali Nabici w mBank.

Od lat do zniżek używam karty ISIC, jednak w tym roku zauważyłem, że w Warszawie zaczynają się pojawiać miejsca, które bardziej preferują Euro<26.

W związku z tym stwierdziłem, że jak mam już opłacić jej wydanie, to lepiej skorzystać z oferty mojego dotychczas ulubionego banku. Jak się okazało – był to początek dość żałosnej historii jak mBank mnie olewał i po raz kolejny łamał prawa konsumentów…

Karta kredytowa mBank Euro<26… wirtualna a nie studencka?

Konto w mBanku posiadam już od kilku lat, są regularne wpływy, nieraz pojawiały się tam dość wysokie kwoty, dlatego myślałem, że bez problemu otrzymam kartę na podstawie statusu studenta. To niezwykle zdumiewające jak w czasach kryzysu bank traktuje swoich klientów. O ile działanie konta zawsze sobie ceniłem, o tyle obsługę kart ku konsumenckiej przestrodze opiszę szczegółowiej.

20 tys. niezadowolonych klientów + 1

  • 8. lutego – (1. dzień) – składam wniosek o kartę studencką.
    • Od razu jestem informowany, że przyznano mi limit… 800zł (informacja 800-1500 na stronie powinna raczej brzmieć: „800/1500” – bo 1500 dla studentów podyplomowych lol). Co prawda nie tak znowu dla limitu ją chciałem, ale w porównaniu z innymi kartami to kwota ta mnie rozbawiła :) Ale może to kryzys czy coś…
  • 12. lutego – (5. dzień) – kontaktuje się ze mną agent
    • Pani Karolina K. zaprasza mnie do centrum finansowego przy ulicy Domaniewskiej.
      • Zdziwiony, że nie przekazano mojego zgłoszenia gdzieś bliżej (np. do centrów przy ul. Senatorskiej bądź Grzybowskiej, do których mam 10min pieszo) umawiam się z agentem w Coffee Heaven w Złotych Tarasach.
  • 16. lutego (9. dzień) – dzień umówionego spotkania – podpisuję umowę z agentem
    • Zostaję poinformowany, że kartę mam otrzymać na początku następnego tygodnia, na pewno do 25. lutego.
    • Słyszę, że od tego momentu mam 2 tygodnie na rozwiązanie umowy.
    • Na koniec pani K. pyta mnie czy jestem zadowolony z szybkości obsługi wniosku. Wtedy jeszcze byłem :)

STAN: Podpisałem umowę po raz pierwszy

  • 27. lutego – (20. dzień) – dzwonię do biura pani K.
    • Moja agentka jest nieobecna w biurze, dlatego zostawiam wiadomość, iż proszę o wyjaśnienie sprawy. Gdy oddzwania pytam co się dzieje z umową.
      • Pani Karolina nic nie wie o moim wniosku i odsyła mnie na mLinię.
  • 2. marca – (23. dzień) – po weekendzie dzwonię na mLinię.
    • Zostaję poinformowany, iż z nieznanego im powodu umowa została odesłana do Agenta.
    • Jako że tego dnia mija mój okres na rozwiązanie umowy, o którym mi mówiono, pytam co mam zrobić. Okazuje się, że nie musiałem się tak stresować, gdyż podczas podpisywania umowy zostałem przez Agenta wprowadzony w błąd – otóż mogę odstąpić w ciągu 2 tygodni od otrzymania karty. Taki szczegół przecież.
  • 6. marca – (25. dzień) – agent dzwoni do mnie i umawia się na podpisanie skorygowanej umowy.
    • Pani K. nie zauważyła wcześniej, że omylnie zabrakło w umowie jednego punktu. Ponoć się „nie wydrukował”, chociaż nie widziałem jeszcze drukarki, która pomija z całej strony jeden punkt umowy…
  • 9. marca – (28. dzień) – ponownie w Złotych Tarasach podpisuję nową umowę
    • Znów słyszę, że kartę otrzymam na początku następnego tygodnia, na pewno do 18. marca.

STAN: Podpisałem umowę po raz drugi

  • 30. marca – (49. dzień) – przypomniawszy sobie o tej sprawie dzwonię do biura mojego agenta.
    • Pani K. tego dnia nie pracuje, więc dzwonię do niej na komórkę.
      • Nie mogąc się dodzwonić, wysyłam e-maila z prośbą o pilny kontakt i wyjaśnienia.
  • 2. kwietnia – (52. dzień) – będąc zignorowany przez panią K., dzwonię na mLinię.
    • Po 20 minutach ustaliłem co następuje:
      • Ostatni wpis w ich bazie danych brzmi: przekazano dokumenty dla agenta 27. lutego
    • Zgłaszam zatem reklamację (ponoć ma ona priorytet „pilne!”), w której po zapytaniu czego oczekuję, odpowiadam:
      • szybkiego załatwienia sprawy z pełnym wyjaśnieniem co się dzieje z moimi dokumentami;
      • oczywiście kontakt poprzez inną osobę, bo panią K. – choć jest „Regionalnym Przedstawicielem do spraw Sprzedaży” (brzmi przecież ważnie) – uważam za niekompetentną;
      • no i pozostawiam wolną rękę w kwestii przeprosin, jednak zaznaczam, że jakąś rekompensatę uważam za wiążącą.

STAN: Zgłosiłem pierwszą reklamację

  • 16. kwietnia (66. dzień) – dziś minęło 14 dni odkąd złożyłem reklamację (tak, tę pilną), w związku z czym pomyślałem, że może warto zadzwonić na infolinię aby się dowiedzieć… co dalej.
    • Pani w mLinii poinformowała mnie, że „ktoś się ze mną kontaktował 8. kwietnia”, ale nic poza tym nie wiedziała. Nie trzeba chyba nadmieniać, że kontaktu oczywiście nie było.
    • Na moje pytanie co zatem wg. nich wynika z racji uznania mojej reklamacji nie otrzymałem odpowiedzi. Pani nie znała prawa na które się powoływałem i nie podjęła żadnej akcji (np. poproszenia do telefonu przełożonego).
      • Chciałem być miły i cierpliwy, w związku z czym złożyłem… reklamację ws. reklamacji! Tym razem zareklamowałem:
        • brak kontaktu przez obsługę klienta
        • brak informacji ze strony mBanku na temat mojej poprzedniej reklamacji
      • Odpowiedź mam otrzymać pocztą… w ciągu 30 dni.

STAN: Zgłosiłem drugą reklamację

  • 15. maja (95. dzień) – wieczorem znów sobie o tym przypomniałem i z racji tego, że następnego dnia mijać miało 30 dni poprzedniej reklamacji, zadzwoniłem z ciekawości po raz ostatni do mBanku. Dowiedziałem się tyle:
    • kontaktowano się ze mną dwa razy, z czego wyników tych rozmów nie ma w archiwach – za drugim razem ponoć kontaktowano się ze mną telefonicznie zamiast pisemnie jak było uzgodnione
    • nie wiadomo gdzie są moje dokumenty
    • poprosiłem o przekazanie wiadomości kierownikowi działu obsługi klienta, że daję mu 7 dni na kontakt i jak się nie dodzwoni to niech dzwoni do oporu
    • poinformowałem, ze po siedmiu dniach powiadomię odpowiednie organy ochrony konsumentów
  • 16. maja (96. dzień) – koło południa zadzwonił pan kierownik (niespodziewana szybkość!). Nie dowiedziałem się jednak niczego nowego, powiedział, iż zgłosił coś tam o pilny kontakt ze mną. Oczywiście w tej chwili głównie chodzi mi o odzyskanie dokumentów, no chyba że naprawdę zostanę czymś mile zaskoczony.

STAN: Po raz ostatni zgłosiłem wniosek o kontakt

  • 2. października (235. dzień) – Oczywiście nikt się nie kontaktował żadną z dróg. Prosiłem o pomoc zarówno Federację Konsumentów jak i lokalnego Rzecznika Konsumentów. Kontaktowałem się z nimi w wakacje, jednak moje e-maile pozostały bez odpowiedzi. Dziś jest dzień, w którym się poddałem.

Konsument ma dawać kasę, a nie być obsłużony!

Wiem, że być może jestem upierdliwy, ale jako świadomy konsument nie dam się traktować jak śmieć. Na początku myślałem, że może mam pecha, że trzeba być wyrozumiałym, bo nawet najlepszym zdarzają się wpadki. Ale żeby aż tyle osób nawaliło?!

W chwili kiedy ten bank ma mnie ewidentnie w dupie, jedyne o co mogę to zasugerować, abyście następnym razem, gdy będziecie mieli do czynienia z mBankiem, wzięli moją „przygodę” pod uwagę. Ja dawniej zawsze polecałem mBank i uważam że ich konta są naprawdę dobre, jednak obsługa klienta przypomina mi pewien słynny już tekst:

Cholera jasna! Won mi tu stąd, jeden z drugim! Będzie mi tu kłaki rozrzucał! Panie! Tu nie jest salon damsko-męski! Tu jest kiosk RUCH-u! Ja… Ja tu mięso mam!
-Kioskarka, „Miś” Stanisława Barei

Wasze opinie o mBanku?

A może mieliście już podobne doświadczenia z mBankiem? Może któryś inny jest w podobny sposób przyjazny studentom?

Update

Widzę, że zajrzało tu już po kilkaset osób zarówno nabitych w mBank, jak i dyskutujących na forum mBanku. Witam serdecznie, uczcie się dziatki :)

Update 2

Naturalnie witam też Wykopowiczów :)

Update 3

Zapraszam do przeczytania o tym jak się to zakończyło: Skandaliczne podejście mBanku! – epilog bycia w dupie.

Comments 22

  1. A czy Euro<26 upoważnia do zniżek w transporcie zza granicą? Bo na stronie ISIC widzę takie wzmianki choć nie wydaje mi się by były to typowo studenckie bilety w tym na transport miejski.

    Jeśli chodzi o mBank to najlepsze jest to iż w szczycie kryzysu dostałem propozycję KK z limitem 5 000 zł.
    Za to jeśli chodzi o podejście do studentów podoba mi się Citi Bank który jeszcze przed kryzysem rozdawał studentom specjalne KK z limitem od 1-2 k zł. Ja za samo wpisanie w formularzu inny dochód 300zł stypendium dostałem maks czyli limit na 2k zł.

    1. Post
      Author

      Z tego co kojarzę to upoważnia do zniżek uczniowskich/studenckich, jakie obowiązują w danym kraju. Ale trzeba sprawdzać. Na przykład ja kiedyś kupiłem jednorazowy bilet ZTM w Wawie na zniżkę na ISIC i dostałem 120zł kary. Dlaczego? Ano dlatego, bo przysługiwała mi zniżka 49% a nie 50% (tak jak na zwykłą legitymację szkolną/studencką). Moje przewinienie wynosiło 0.028zł, więc dostałem karę w wysokości blisko 430 000 % przewinienia :)

      A co do City, to z chęcią wziąłbym ich kartę, ale trzeba być na 4. roku. A ja jestem na 3. i 1., więc jeszcze trochę będzie trzeba poczekać i używać kart dodatkowych.

  2. Wydaje mi się, że wszędzie jest super obsługa dopóki nie trafimy na niekompetentną osobę, która czegoś tam jeszcze nie robiła ;)
    Ja np. nie miałem nigdy problemów z mBankiem. Zakładaniem rachunków, kredyty, karty, lokaty itp. Jak i moi znajomi.
    Ale za to ostatnio na Statoil spędziłem pół godziny, bo pan miał problem z wypożyczeniem przyczepki, bo „wie Pan, raz na kilka miesięcy to robię”.

    1. Post
      Author

      Wiesz, też tak zawsze myślałem, ale biorąc pod uwagę ilość osób z którymi się kontaktowałem w mBanku, to wychodzi na to, że zatrudniają tam tylko niekompetentne osoby ;)

      A co do ludzi mówiących wie Pan, raz na kilka miesięcy to robię to zawsze mi się nasuwa myśl: a co gdyby powiedział to chirurg w czasie operacji albo pilot w czasie dużych turbulencji? :P

  3. Norma. Niestety. U mnie było bardzo podobnie. I dotyczyło nie jednej ale dwóch spraw: Karta kredytowa, kredyt odnawialny. Myślę, że w mBanku to standard.

  4. U mnie również było trochę cyrków z kartą kredytową Euro26. Zaproponowano mi limit 1000zł – oczywiście odmówiłem. Dwa tygodnie później dostałem propozycję „karta za podpis” z limitem 8000zł…

    Chciałem Cię jeszcze ostrzec przed ubezpieczeniem dołączonym do KK Euro26. Wbrew temu co piszą w reklamach, jest jednym z najgorszych (prawdopodobnie najgorszym) na rynku. Tutaj masz krótki opis mojej historii http://minwestycje.net/2009/03/kryzys-miejcie-sie-na-bacznosci.html

    Pozdr.

    1. Post
      Author

      Prawda jest taka, że od tak taniego ubezpieczenia nie powinniśmy wymagać cudów. U mnie o wiele lepsze ubezpieczenie (za granicą) ma karta MasterCard Dookoła Świata czy jakoś tak, którą mam z Rajfajzenu. Ale to i tak jest zawsze kwestia kruczków ;)

    1. Post
      Author

      Musiałaby dokonać iście cudów, żebym chciał teraz używać tej ich karty :] Jeszcze rozumiem jak ja bym na tej ich karcie zarabiał, ale to raczej jest na odwrót.

      Więc jeśli by jednak chcieli moje pieniądze, to musieliby się naprawdę postarać :] Zresztą to nie jest tak, że ja się nie dam przeprosić ;)

  5. Witam,

    No, no, no…
    Myślałem, że już mBank skończył z takim zachowaniem pod koniec stycznia tego roku. Niestety jak widać po wpisie zostało tak jak jest czyli „na najwyższym stopniu obsługi”. Ech… Szkoda, że stary mBank się skończył. Wielka szkoda :(

    P.S.
    Jestem wyjątkowo spokojnym człowiekiem ale jak pewnie autor tego bloga sam zdążył się przekonać niektóre przygody umiejętnie potrafią wyprowadzić z równowagi nawet bardzo zrównoważoną osobę. M.in. właśnie przez taką przygodę powstało jedno miejsce w sieci.

  6. Hehe, ja znalazłem odnośnik do tego wpisu na forum mbanku, i powiem tyle – cieszę się, że nie wchodziłem w tak zawiłe związki z mBankiem jak Ty ;) Kiedyś na początku studiów miałem chyba przez 2 lata visę classic za podpis (sami mi przysłali umowę do podpisu) i nie było problemu – tyle, że limit 1100 na miesiąc nie pozwalał na uzyskanie obrotów umożliwiających zwolnienie z opłaty rocznej ;) Potem było studenckie BZWBK z limitem 1500, tyle, że znów nie chcę po raz kolejny płacić za kartę, a jestem już na 5 roku. Więc postanowiłem skusić się na promocję przeniesienia karty BZWBK do mBanku. Tyle, że toporny formularz nie wypuścił mnie poza drugą stronę, bo w źródłach dochodu wymieniłem zgodnie z prawdą ostatnią umowę na dzieło z datą i mnie dalej nie przepuścił ;) Grzecznie zrezygnowałem i udałem się do Citi, gdzie doradca z euforią podpisał ze mną umowę na studencką z limitem 2000 i pewnie gdybym go poprosił to też by mi zrobił :P

    Ogólnie jako klient od lat jestem zażenowany tym, co się dzieje z mBankiem. Oddalił się od ideałów banku direct bez zbędnych, śmieciowych usług, za to z dobrym oprocentowaniem. Te warunki póki co spełnia jedynie VW i Toyota.

  7. Niestety wczorajszy komentarz nie został zatwierdzony. Spróbuję zatem raz jeszcze.
    Opisywana przez Ciebie sytuacja oczywiście jak wszyscy zauważyliśmy nie niesie nic dobrego. Jedyne co ciśnie mi się na usta to po pierwsze słowo przepraszam a po drugie fakt, że gdzieś zawinił człowiek.
    Nasze CF i inne punkty naziemne są sprawdzane, dokładnie weryfikowana i oceniana jest praca Pracowników jednak nie powoduje to uniknięcia wszystkich błędów i nieprzyjemnych sytuacji. Przychylam się do Twojej wypowiedzi, że taka sytuacja nie powinna mieć w ogóle miejsca. Jeśli jesteś zainteresowany posiadaniem karty kredytowej EURO26 nadal proszę o kontakt.

    1. Post
      Author

      Jestem zainteresowany uzyskaniem odpowiedzi na moje dwie reklamacje, a jeśli zależy Państwu na mnie jako Państwa kliencie, to zapraszam do złożenia jakiejś adekwatnej oferty. Jeśli jednak nie mają Państwo żadnej oferty specjalnej dla takich klientów jak ja, to proszę o odesłanie mi wszystkich dostarczonych Państwu dokumentów lub Państwa stan0wiska w tej sprawie – adres Państwo znają.

      Za przeprosiny serdecznie dziękuję. Mam jednak nadzieję, że będą one widoczne jakoś w czynach, bo trochę mojego czasu mBank zmarnował.

    2. Post
      Author
      1. z informacji mi przekazany Pracownik Banku próbował niejednokrotnie skontaktować się telefonicznie. Zostawił też wiadomość na poczcie głosowej

        1. Post
          Author

          Wiem, że chce się Pani wykazać przed opinią publiczną, ale tak sobie teraz pomyślałem, że o wiele milej by było gdyby zamiast wysyłać mi maile, że ma Pani problemy z dodawaniem komentarzy, byłoby wyjaśnienie mi tą drogą Państwa stanowiska. No ale jak tam Państwo wolą, możemy się kontaktować komciami :)

          Jeśli chodzi o kontakt telefoniczny, to w ciągu ostatnich trzech dni roboczych nie otrzymałem niejednokrotnych połączeń telefonicznych od Państwa. A jedyne nagranie na poczcie głosowej zostawiła pani z mojego dziekanatu (pozdrawiam p. Mario :) ), więc to nie jest tak że jestem niedostępny. Jeśli mają Państwo problem ze skontaktowaniem się ze mną, to proszę oto mój grafik na dzisiejszy dzień:
          1200-1330 mam zajęcia
          14-1530 jestem w muzeum (zapraszam do Narodowego do Galerii Malarstwa Szkół Północnych, są tam ciekawe obrazy martwej natury i kwiatów)
          1830-2000 znów mam zajęcia

          W międzyczasie można dzwonić ile wlezie, jeśli nie odbiorę, to pewnie znaczy że jestem w metrze czy innym tramwaju – proszę spróbować za 10min, zapewne usłyszę. Chyba więcej Państwu pomóc nie mogłem :)

          P.S. O tym żeby nie dzwonić z zastrzeżonego numeru przypominać chyba nie muszę :) Niektóre firmy tak dzwonią, a potem choćbym nie wiem jak chciał – bez zezwolenia sądu i policyjnego wsparcia w odnajdowaniu połączeń przychodzących, nie jestem w stanie oddzwonić. O tym, że to kompletny brak szacunku, wspominać już nawet nie będę :)

  8. Pingback: Skandaliczne podejście mBanku! – epilog bycia w dupie - www.brt12.eu

  9. A u którego studenta „są regularne wpływy, nieraz pojawiały się tam dość wysokie kwoty”?

    Chyba trochę przesadzasz…
    Ja, żeby się utrzymać na studiach i opłacać cały rok, musiałem jechać za granicę do pracy. To były moje tzw „wakacje”, pracowałem wtedy, kiedy Ty – leżałeś sobie w ciepłych krajach do góry nie powiem czym…
    Ty się człowieku martwisz jakąś kartą kredytową. Chciałbym mieć Twoje problemy. Weź się postaw w roli szarego studenta i miej limit 1000 zł na miesiąc z opłaceniem mieszkania, wyżywienia, kupna książek, biletu miesięcznego i pójścia czasem na piwo.

    1. Post
      Author

      A u którego studenta “są regularne wpływy, nieraz pojawiały się tam dość wysokie kwoty”?
      U mnie.

      Ja, żeby się utrzymać na studiach i opłacać cały rok, musiałem jechać za granicę do pracy. To były moje tzw “wakacje”, pracowałem wtedy, kiedy Ty – leżałeś sobie w ciepłych krajach do góry nie powiem czym…
      A co to ma do rzeczy?

      Ty się człowieku martwisz jakąś kartą kredytową. Chciałbym mieć Twoje problemy. Weź się postaw w roli szarego studenta i miej limit 1000 zł na miesiąc z opłaceniem mieszkania, wyżywienia, kupna książek, biletu miesięcznego i pójścia czasem na piwo.
      Kto powiedział, że się martwię? :)
      Ty weź się lepiej postaw w roli szarego człowieka, żyjącego z dala od cywilizacji, bez prądu i jedzenia i miej limit $2 na dzień ;)

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *