5 powodów przez które zakupy w Polsce to koszmar: Powód 4.

Wujek Dobra Rada Codzienność, Wujek, Wyższe piętro 7 Comments

Powód IV: Przykro mi, nie chcemy pańskich pieniędzy!

Często jak idę gdzieś do knajpy/na bilard/cokolwiek z kumplem, to płacimy za siebie nawzajem. Dlaczego? Ano dlatego, że np. idę z nim na jedno piwo. Rzadko mam przy sobie jakąkolwiek gotówkę, więc chcę zapłacić kartą. Ale to moje piwo za 9zł to nawet nie połowa limitu, od którego mogę zapłacić plastikiem. Nawet jak bym chciał za kumpla zapłacić, to do dwóch dych jeszcze brakuje. Na drzwiach naklejki MasterCard, Visa, Maestro, Electron – no i ja toto wszystko mam! Ale naturalnie żadnej informacji o limitach nie ma nawet w cenniku (czy tam w menu). A skąd ja się mam domyśleć, że tu akurat są jakieś limity?!

Inny przykład – chciałem dziś kupić pudełko (o tym po co – już jutro!). Poszedłem do sklepu, uprzejma pani poinformowała mnie, że ów pożądany przeze mnie kawałek kartonu kosztuje 8 złotych i 50 groszy. No dobra. Podaję kartę i słyszę, że pani akceptuje od 10 złotych. To co, ja mam coś niepotrzebnego dokupić, żeby tylko móc dostać to pudełko?

Comments 7

  1. doskonale rozumiem! nienawidzę tych wszystkich limitów związanych z płaceniem kartą od jakiejś tam kwoty. Kartę mam zawsze przy sobie, a gotówkę akurat nie, więc czasem po prostu nie mogę dokonać zakupu, bo mam produkty za 14 zł, a karta jest od 15… Parodia jakaś. Okay, mam niedaleko bankomat, tyle że nie swojego banku i za wybranie powiedzmy 20zł mam płacić 5zł prowizji? Coś mi tu śmierdzi. W takich wypadkach moje $$ po prostu grzeją się na koncie.

    1. Post
      Author
  2. Chyba chłopaki nie kumacie, że lokal mający możliwość uregulowania opłaty kartą musi wydzierżawić łącze do banku za jakąś kwotę. Często im się zwyczajnie nie opłaca uruchamiać całej tej machinerii za marne kilkanaście złotych. Musieliby do tego dołożyć. Źle jeśli nigdzie nie ma kartki o limitrach, to fakt, ale druga strona medalu wcale nie jest taka kolorowa jak Wam się wydaje. Uważam, że Twoje narzekanie, że nie chcą Twoich pieniędzy jest trochę na wyrost i nie odrobiłeś lekcji :) Może warto było najpierw się zastanowić DLACZEGO oni nie chcą moich ELEKTRONICZNYCH pieniędzy?

    Pozdrawiam i czekam na kolejny powód, bo to ciekawe jest. I nie ironizuję.

    1. Post
      Author

      Koszt terminala to 30-100zł/mies., wliczając w to ewentualne serwisowanie; prowizja od jednej płatności wynosi 2-3% zależnie od opłaty abonamentowej. Terminal podłączyć można zarówno do linii stacjonarnej, jak i skorzystać z rozwiązania GSM lub połączenia internetowego. Termin instalacji i przeszkolenia obsługi wynosi ok. 2-3 dni.

      Lekcję odrobiłem już jakiś czas temu ;) Nie wydaje mi się tylko, żeby te wymogi były aż na tyle nie z tej ziemi, żeby nie dało się tego zrealizować. Poza tym strategia limitów jest o tyle bez sensu, że jeśli klient będzie miał niemiłe experience, to nie wróci do takiego miejsca, mając już większą kwotę. Inaczej – nie chcą klienta pieniędzy.

      1. Z tego co mi jedna pani z takiego sklepu tłumaczyła to jej się nie opłaca puszczać takich przelewów poniżej jakiejś kwoty. Jeden przelew to jeszcze spoko, ale jak ma kilkanaście takich dziennie, to niestety musiałaby dokładać po kilkanaście/kilkadziesiąt groszy co się nie kalkuluje gdyby więcej osób chciało płacić kartą a liczba krytyczna nie została osiągnięta. Było to jakiś czas temu, ale sądzę, że po prostu w małych lokalach faktycznie to się może nie opylać.

          1. Post
            Author

            To jest tak, że prowizja np. za piwo (9zł) wynosi 18-27gr, a za piwo w sklepie 6-9gr. Ignorując przy tym koszt abonamentu, gdyż rozkłada się on na wszystkich klientów, często pozostawiając groszowe kwoty, łatwo można dojść do wniosku, że przynajmniej w kwestii restauracji, można swobodnie poświęcić część marży na zaniechanie limitów, a przez to polepszyć Customer Experience.

            Tyle tylko, że w Polsce wciąż mylnie myśli się o działalności jako o sprzedaży produktu lub usługi, gdy tak naprawdę np. jedząc w restauracji, nie płaci się za jedzenie per se, ale właśnie za CE. Gdy to sobie już uświadomimy, wówczas z czasem można zabrać się za sprzedawania nie tylko CE, ale również Brand Experience, co świetnie wychodzi Starbucksowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *