Wujek o Stanach cz. 4

Wujek Dobra Rada Wujek 2 Comments

Delaware

Postanowiliśmy odwiedzić parę znajomych, którzy wyjechali do Uniwersytetu Delaware w celach edukacyjnych. Niecałe 700km dalej i osiem godzin później zawitaliśmy w Newark, w którym to mieści się ten uniwersytet. O ile już się przyzwyczaiłem do widoku pięciu radiowozów zatrzymujących jeden samochód, to w Newark co chwila w lusterku pojawiał się jakiś radiowóz.

Nie dziwne zatem, że w ciągu godziny Paweł został zatrzymany dyskoteką na $50, a ja następnego dnia nieopatrznie zostawiając samochód na (niecałe!) 10 minut zarobiłem mandat za parkowanie (choć uważam, że $15 to w sumie mało). Jak na dziurę w której dzieje się jeszcze mniej, niż w Północnej Karolinie – mają całkiem sporo władzy :)

Mandatami zarabia na przykład stan Virginia, przez który trzeba przejechać podróżując wzdłuż Wschodniego Wybrzeża. Traktują to oni jako znaczne źródło dochodu dla stanu, a za mandat można trafić do (naturalnie mieszczącej się w Virginii) szkoły jazdy. A zatem znów zysk dla stanu, bo trzeba specjalnie przyjechać, odbyć płatny kurs, mieszkać gdzieś itd. A my marudzimy na fotoradary!

Waszyngton

Mieliśmy szczęście zostać zaproszeni przez znajomego profesora Uniwersytetu Delaware na wycieczkę do Waszyngtonu. Szczęście to było o tyle spore, że choć profesor mieszkał w hotelu, to dla nas pożyczył od znajomych luksusowy apartament w samym centrum miasta.

O ile w Delaware czuliśmy na sobie oddech radiowozów, to w Waszyngtonie są one dosłownie wszędzie! Na każdej ulicy, przecznicy, widziałem je i w lusterku i przede mną i obok. O pieszych patrolach nie wspomnę… Czyżby cena terroryzmu? Tak czy siak przy ograniczeniu do 40km/h trzeba się tam niestety bardzo pilnować!

Widok z balkonu pani PelosiMieliśmy za to zaszczytną, bowiem niecodzienną wycieczkę po amerykańskim Kongresie. Dzięki zaproszeniu przez asystenta ds. zagranicznych pani spiker Nancy Pelosi, oprowadził on nas po niedostępnych dla zwiedzających miejscach. Tak więc udało nam się zobaczyć różne zazwyczaj niedostępne miejsca, np. sale konferencyjne, gdzie spiker rozmawia z przedstawicielami innych państw, gabinet oraz przede wszystkim balkon, z którego jest chyba najbardziej niesamowity widok w Waszyngtonie!

Widok z pomnika LincolnaWaszyngton wieczorem jest świetny, jednak zabawa nie trwa tam długo – już koło drugiej zamykane są wszystkie lokale. Pozwoliło nam to jednak na wyspanie się, bowiem Waszyngton to niesamowite miejsce do zwiedzania dla kogoś, kto lubi muzea. Jako że mieliśmy możliwość zwiedzania wyłącznie przez dwa dni, udało mi się zatem zwiedzić Muzeum Holokaustu, Indian oraz okolice parku National Mall, czyli pomniki Linkolna, Waszyngtona, II wojny światowej oraz dalsze Jeffersona, Roosevelta. Na to miasto trzeba chyba miesiąca! Zresztą zrobiłem tam też sporooo zdjęć :)

Powroty

Wracając z Waszyngtonu naturalnie staliśmy w korku. Korek w dużych amerykańskich miastach oznacza, że odcinek który powinienem był przejechać w 2 godziny, pokonałem w 5. Stąd też podróż z powrotem do Północnej Karoliny zajęła nam w sumie 8 godzin… Warto tu nadmienić, że ograniczenie prędkości na ich super wyrąbanych w kosmos autostradach wynosi najczęściej marne 105km/h!

Nowy JorkPrzez kolejne dni uzupełniałem zakupy. Warto bowiem wspomnieć, że mnóstwo rzeczy jest tam tańszych, a w szczególności ubrania! Idealnym przykładem na to jest fakt, iż najniższej jakości jeansy można tam dostać za 10-15 dolarów. Mówię tu np. o firmie… Levi’s. Albo Wrangler. Można tam zatem sobie pozwolić na ubrania o wyższej niż ta jakości w bardzo sensownej cenie. Po paru dniach polecieliśmy z powrotem do Nowego Jorku i tam zakupiłem mnóstwo produktów… chemicznych! Otóż szampony, płyny i inne takie są jakościowo o wiele wyższe (podobnie zresztą jak np. w UK), a 45kg limitu bagażu prosiło się o jakieś większe zagospodarowanie ;)

I tak trafiłem z powrotem na lotnisko JFK, gdzie już w check-inie natknąłem się na swojski akcent – obsługującą nas Polkę (do czego w sumie przyzwyczaiłem się podczas podróży po Europie).

Parę słów na koniec

flagiDoświadczyć Stany to tak jakby doświadczyć Europę – różnorodność ludzi, akcentów, zachowań, tradycji czy kuchni jest niezwykle wielka. Amerykanów łączy z pewnością swoista przyjazność wobec nieznajomych, wzajemna życzliwość i wyluzowanie. Jest to kraj różnorodny i z pewnością zauroczył mnie jakością jedzenia. Tak się znajomi dziwili jak im opowiadałem w szczegółach o milionie różnych rzeczy, które tam próbowałem, a których nie sposób tu nawet wymienić, ale prawdą jest, że chyba po części zrozumiałem dlaczego Amerykanie bywają tak otyli ;)

Mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć Wam trochę Stany poprzez moje obserwacje z tej miesięcznej wyprawy. Być może moja przyszłość będzie się wiązała kiedyś z dłuższym tam pobytem, dlatego obiecuję, że wówczas opiszę Wam więcej ciekawostek na temat tego kraju z perspektywy rodzimego Polaka :)

Comments 2

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *