Koszmar z ulicy Długiej

Wujek Dobra Rada Budka, Codzienność, Wyższe piętro 27 Comments

Po wywiadzie, w którym rozmawiałem z obywatelką Iranu, otrzymałem sporo próśb o zamieszczenie go na różnych serwisach. Ponoć się podobał. Zapraszam zatem do przeczytania kolejnego wywiadu, również z dziewczyną, również z innego kraju, ale za to z innego kontynentu. Rozmowa z Angelą Appiagyei, obywatelką Ghany.


Półtora roku temu przylatujesz na studia do Polski, stawiasz pierwszy krok i co myślisz?

Straszny chaos, nie wiedziałam, co się dzieje! W sumie było nas troje, przyleciałam wraz z dwiema innymi osobami z Ghany, ale one studiują we Wrocławiu. Mieliśmy polskiego przewodnika, ale i tak było straszne zamieszanie. W tym zamieszaniu bez pytań wykonywaliśmy polecenia: zrób to!, podejdź tutaj!, połóż walizki tam!

No i spróbowaliśmy pierwszy miejscowy posiłek – bigos – gdzieś na Centralnym .Nie wiem czy to miejsce jeszcze istnieje. Ale nie było łatwo – zamawialiśmy beznadziejne jedzenie, nie wiedzieliśmy gdzie i co można kupić, nigdzie nie było napisów w jakimkolwiek języku obcym.

Mieszkałaś w akademiku?

Najpierw w hostelu, potem w akademiku. Moje dwie współlokatorki były dla mnie wtedy bardzo pomocne. Czasem jedna z nich gdzieś mnie zabierała, na przykład poza miasto żeby pokazać mi różne polskie tradycje. Tam też jadłam dobre polskie jedzenie, w Warszawie o to ciężko. O, wasze sałatki są świetne! Wasze jedzenie nie jest moim ulubionym, ale jest niezłe. Nie rozumiem więc ludzi, którzy wybierają się na Kabaty, czy Wilanowską tylko po to, żeby kupić afrykańskie jedzenie.

Jak odebrałaś nowe środowisko?

Z Polakami często niełatwo nawiązać jakąś dłuższą konwersację. Musisz się z nimi napić! Bywają strasznie spięci, wciąż powtarzają: „przepraszam za mój angielski”. Chyba trudno jest prowadzić płynną konwersację w drugim języku, ale to też jest powód, dla którego postanowiłam się nauczyć polskiego. To powinno trochę pomóc. No, ale i tak trzeba się z nimi napić – tego się chyba nie da ominąć!

Łatwo jest zaprzyjaźnić się z Polakami?

Są tutaj bardzo widoczne linie oddzielające relacje z innymi. Masz kumpli, kumpli do piwa, na imprezę, jedną jedyną osobę, która jest najlepszym przyjacielem. Nie jestem do tego nawykła, w Ghanie rozmawia się i spędza czas ze wszystkimi znajomymi. To wszystko jest takie trochę formalne. Polacy w ogóle są bardzo formalni, w szczególności, jeśli rozmawiali z kimś tylko raz czy dwa. Czasami trudno wyczuć, kiedy można sobie z nimi pozwolić na trochę szaleństwa.

Co w Polsce jest dla Ciebie najtrudniejsze?

„Długa”. To ulica, przy której mieści się wydział do spraw cudzoziemców. To jest prawdziwe piekło! Biurokracja u nich to chyba jakaś tradycja – pięć miesięcy zajęło mi zdobycie karty pobytu. Tak naprawdę otrzymałam ją dzień przed powrotem do domu, taki prima aprilis. Nie dają tam pełnych informacji, chyba że się konkretnie o nie zapyta.

Miałaś jakiegoś tłumacza?

Nie. Jeśli się zna angielski, to jest to możliwe, ale trwa dziesięć razy dłużej. Nie rozumiem, to przecież jest urząd imigracyjny, więc urzędnicy powinni znać jakieś języki obce. Są ponoć ludzie, którzy są w stanie rozmawiać z Rosjanami, Ukraińcami czy Izraelczykami, ale dlaczego nie ma tam nikogo znającego przyzwoicie angielski? Na szczęście w tłumaczeniu przychodzących pism i wymogów pomogli mi znajomi, oraz „Aleja 3 Maja”. Tam mieści się organizacja pomagająca cudzoziemcom spoza Unii Europejskiej.

A czy w sytuacjach codziennych miałaś jakieś trudności?

Tak, ciągle wpadałam w jakieś kłopoty. Nie wiedziałam na przykład, że trzeba kupić bilet – myślałam, że wystarczy wejść do autobusu i można jechać. No i pojawił się… mówimy na niego „proszę bilety”. Byłam z koleżanką, która spytała mnie: gdzie jest twój bilet? Ja na to: muszę mieć bilet? Na szczęście koleżanka miała. Teraz w ogóle „proszę bilety” mówią po angielsku!

Innym razem spóźniłam się o dzień przy składaniu corocznego podania o przedłużenie pozwolenia na pobyt. Myślałam, że nie zrobią mi z tego powodu żadnych problemów, ale okazało się, że jeśli nie wyjadę, to zostanę nielegalnym imigrantem. No i musiałam wyjechać do Berlina, złożyć wniosek o wizę na trzy miesiące, potem w Polsce znowu podanie o kartę pobytu.

Nawet przechodzenie przez ulicę bywa problemem. Jestem spóźniona, samochody stoją, więc nie wiedziałam, że nie wolno iść na czerwonym świetle. Na środku przejścia zatrzymała nas straż miejska i wytłumaczyła, że – nawet, jeśli nic nie jedzie – trzeba stać. Prawie dostałam 500 złotych mandatu!

W Ghanie nie ma takich zasad?

Są, ale w zasadzie same dla siebie. Nigdy nie widziałam znaków stopu, każdy po prostu robi to, co powinien i troszczy się o siebie. Jak trzeba przejść przez ulicę, to wystarczy zwyczajnie podążać za tłumem. Inni stoją – to i ja. Idą – wtedy ja też.

Ale tu wszystko jest strasznie uporządkowane. Od tej godziny do tamtej muszę robić to. Potem tamto. Wciąż przebija się jakaś rutyna, Polacy nie są spontaniczni. Byłam na uniwersytecie w Ghanie przez dwa lata i wykładowcy nie naciskają tak na obecność, jak tutaj. Jeśli muszą to będą mówić do ławek i krzeseł. Nie ma też zajęć obowiązkowych, można wybrać to, co się chce.

Zauważasz jakieś inne różnice?

Tutaj życie jest bardziej prostolinijne. W Ghanie wciąż patrzy się na innych pod kątem tego, co się posiada. Tutaj nawet nie trzeba mieć samochodu. W kraju jak miałam swój, każdy miał wtedy jakiś taki dziwny respekt!

W ogóle w Polsce jest jakieś powiązanie między pogodą, a nastrojem. Jest brzydko za oknem – Polacy są w złym humorze. Tak przynajmniej myślałam na początku, teraz widzę, że to też zależy od danej osoby. Ogólnie Polacy są bardzo mili, jedyne nieprzyjemne sytuacje miałam z nietrzeźwymi, którzy ciągle mają do mnie jakieś komentarze.

Jak już ukończysz studia to zostaniesz w Polsce?

Nie, wolę wyjechać do Stanów. Tutaj tak strasznie trudno jest otrzymać wizę! Poza tym chcę zrobić doktorat – w Polsce zasady rekrutacji czy przebiegu takich studiów są strasznie niejasne, a jednocześnie niesamowicie sztywne. Myślę, że łatwiej będzie po prostu przenieść się do Ameryki.

Photo by: Erik Kristensen via wikimedia (CC BY-NC 2.0)

Comments 27

  1. Puenta rozbrajająca :) Zamieszkam w USA, bo tak prościej! Wow, nie sądziłem że Polska stwarza większe problemy imigrantom niż USA, na które tak Polacy narzekają…

    Co do zasad to po prostu inna kultura i trudno tą kwestię porównać, tym bardziej z państwem afrykańskim, jeśli już w ramach europejskich mamy spory kontrast.

    Co do ułatwień dla turystów – to najbardziej mnie martwi. W Polsce trudno gdziekolwiek zobaczyć komunikaty, nawet ostrzegawcze w innym niż polski język. Nieraz na ulicznych słupach pojawi się info po PL i EN, np. kierunek na Krakowskie Przedmieście.
    Ale już komunikat w tramwaju o następnym przystanku – nie. Co z tego, że obcokrajowiec rozumiem „Rondo Waszyngtona”, skoro nie wie czy to obecny i czy następny przystanek?

    A wywiadzik fajny…

    1. Pijani jak pijani , ja jestem Polakiem i też czasami nietrzeźwi walą w moją stronę jakieś komentarze , tak to już jest. Alkohol zagłada polaków niestety , u nas nie można napić się dla smaku dla dobrego samopoczucia tylko trzeba się uchlać. No cóż taka nasza natura wieczorem w sobotę wóda w niedziele rano moralniak.

    1. Post
      Author
  2. Moje dziewczyna jest z Ghany, ciekawie się to czytało :) Akurat dla niej to Ghana to jeden wielki chaos, o polsce zawsze mówi jak o „normalnej cywilizacji”, ale okazuje się, że w kraju 3-go świata o wiele łatwiej i wygodnie prowadzić jakiekolwiek interesy – głównie w kwestii finansowej (podatki, ubezpieczenie). Jedynym utrudnieniem jest tam łapówkarstwo i lenistwo urzędników. Tak czy owak z jej opowieści wygląda na to, że dobrym pomysłem jest założenie jakiejś małej firemki w Ghanie na czas pobytu tam.

  3. No i dobrze, mniej imigrantów – lepiej dla nas moim zdaniem. Fajny wywiad, fajna dziewczyna. Pozdrawiam.

  4. To nie komentarz do wyświetlenia, tylko uwaga: lepiej poprawić Izraelitów na Izraelczyków. :)
    A przede wszystkim: naprawdę ciekawy wywiad!

    1. Post
      Author
  5. Wcale się jej nie dziwię, że nie wiedziała co gdzie po przybyciu do Polski.
    Nie trzeba dużych miast, bo będąc w Tomaszowie musiałem skorzystać z tramwaju żeby przemieścić się z punktu A do punktu B, wszystko fajnie – podana trasa na przystankach, oznaczone gdzie jaki numer jedzie ale kompletnie brak informacji gdzie i jaki bilet powinienem kupić. To co dla jednych jest oczywiste dla innych już nie musi być. Oczywiście będąc już w tramwaju znalazłem takowe informacje, pytanie tylko czy mam pierwszy raz jechać na gapę żeby się coś dowiedzieć?

    1. Post
      Author

      Komunikacja miejska to w Polsce duży problem pod względem informacyjnym. Podobnie zresztą w Pradze, którą odwiedziłem w ten weekend – ani informacji ani możliwości zakupu biletu w tramwaju/autobusie.

    1. Post
      Author
  6. Przynajmniej w Ghanie można przejść pustą ulicą i nie dostać mandatu.
    Pod wieloma względami to w Ghanie jest „normalna cywilizacja”, a nie w chorej UE.

    1. Bez przesady w większości państw Europy Zachodniej przechodzi się na czerwonym świetle, a nawet auta śmigają. Co kraj to obyczaj, a ja lubię kontrasty.

    2. Post
      Author

      W przeciwieństwie do Polski, w czeskiej Pradze zielone światło trwa 4 sekundy. No więc każdy musi przejść na czerwonym tak czy siak.

    1. Nikt Ci na czerwonym nie zabrania przechodzić u nas – masz wolność wyboru … to, że przy okazji narażasz się na mandat to już inna bajka :P

      1. No właśnie… Na MANDAT!
        Za co?
        Że nic nie jedzie, ale świeci się ostrzegawcze czerwone światło?
        Jak nie wiadomo o co chodzi, to oczywiście chodzi o pieniądze.
        I nie dziwota, ze do zamiast służyć społeczeństwu, policja/straż miejska/wiejska(jest taka?) to stoi jak kat nad człowiekiem i tylko czeka, aby za coś ukarać.
        Nie dziwne, że Pan Władza nie cieszy się szacunkiem w tym kraju…

  7. Z tym czerwonym światłem to jest tak, że chyba wyłącznie w Polsce dorosłych ludzi traktuje się jak dzieci i kara za własny rozsądek. Reszta świata traktuje sygnalizację jako informację, a nie powód do wklejania mandatów dorosłym ludziom na pustych przejściach dla pieszych.

    Jeśli studentka z Ghany narzeka, jak tutaj dziwić się emigrantom, którzy nie chcą wracać?

  8. chodzi o to, dlaczego w mojej opinii imigracji trudno tutaj?
    Polska jest pierwszym krajem w ktorym przebywalam przez dlugi czas i mam tylko jeden perspektywa i doswiadczenie. Jesli pojde gdzies na pobyt dlugoterminowy, moj perspektyw moze albo nie moze zmienic. Ucze sie i placac za to cene.

    forgive my ‚polish’ language massacre.

  9. Proszę was! Tak to właśnie jest, mało luzu, spięci a do tego służbiści! Polska to chyba jedyny kraj gdzie za przejście na czerwonym świetle można dostać mandat kiedy nic nie jedzie! Czy wam się wydaje że ludzie którzy uciekają za granicę szukają tylko pieniędzy ? A może potrzeba im normalności, ten kraj jest taki przytłaczający.

    1. Bez przesady Eryk, każdy naród ma swoje cechy.
      Mi np. stój na czerwonym nie przeszkadza, za to przeszkadza róbctwo z którego nic nie wynika.
      Pod tym względem już bardziej odpowiadają mi wrzeszczący Włosi, którzy potrafią wrzeszczeć przez kilka godzin…i tak z tego nic nie wynika, ale można się pośmiać ;) U nas tylko płakać :P

  10. Troszkę krótko, ale za to jak rzeczowo i o ilu sprawach można się dowiedzieć nowych rzeczy. Nie mam niestety wśród swoich znajomych nikogo z Ghany, właściwie to żadnego obcokrajowca, wiec moja ciekawość w tej kwestii została po części zaspokojona, Dzięki :)

  11. Zrób ze mną wywiad, to dopiero komentarze się poleją (to był żart).

    Nie jestem fanem mandatów, ale odnoszę wrażenie, że obywatele bardzo młodziutkiej demokracji jaka jest w Polsce, mylą pojęcie „demokracji” z „anarchią”. Wolność jest wspaniała, ale bardzo zobowiązuje np. „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innej żyjącej istoty.” Brzmi pewnie znajomo, prawda? Sądząc po nawykach i zachowaniach – tylko brzmi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *