Dziś prześwietlę dla Was jedne z największych miast w Polsce. Zestawienie cen biletów transportu miejskiego, które przygotowałem, wzięło się od nieskończonych dyskusji wśród znajomych i rodziny: u kogo w mieście jest drożej/taniej. Rozstrzygnijmy więc ten spór.

Założenia:

  1. Celem tego zestawienia nie jest porównanie cenników (bo taryfy się różnią), ale obliczenie ceny, jaką spodziewać się możemy za konkretny czas usługi.
  2. Jeżeli się da – obszar obejmuje tylko dane miasto.
  3. Jeżeli brak jest opcji np. 3 lub 12 miesięcy – obliczana jest cena na podstawie najbardziej korzystnej kombinacji.
  4. Bilety czasowe nie są brane pod uwagę, bo w centrum miasta jest to po prostu absurd.
  5. Podana cena dotyczy wszystkich możliwych środków transportu w mieście (tramwaje, autobusy, metro, kolej miejska itd.) – zakup biletu, który wyklucza swobodną komunikację (w szczególności w bilecie na dłuższy czas) to jakiś kolejny absurd.
  6. W miarę możliwości uwzględniam wersję biletu imiennego I “dla stałych klientów”, jednak bez zniżek dla studentów, rencistów, kombatantów i innych takich.
  7. Zakładam, że kupując bilet chcemy mieć dowolny wybór pory, o której go użyjemy. Jeśli nie, to podaję opcję uśrednioną (żeby się nie pastwić i nie liczyć najdroższej)

Wnioski:

ceny-kom-miejskOkazuje się, że w największej liczbie kategorii wygrywa stolica. Nie jest to jednak dziwne, bo koszty Warszawy rozkładają się na największy tabor w Polsce (ok. 2 razy większy niż np. w Krakowie). Należy też dodać, że Warszawa wykorzystuje mnóstwo dodacji unijnych na ten cel.

Najwięcej zapłacimy natomiast zwiedzając Szczecin, który w wyścigu o najdroższy bilet ledwo wyprzedza Bydgoszcz, gdzie jedna przejażdżka kosztuje aż 3.90zł. Konkurencją dla tych dwóch miast są jedynie Poznań (w kategorii jednodniowe odwiedziny) i Gdańsk (w kategorii nie zapraszamy na weekend).

Nie podejmuję się jednak dyskusji na temat jakości oferowanych usług, bo co człowiek – to opinia, co raport – to statystyka. Ciekawi mnie jednak: czy jesteście zadowoleni z jakości, za którą płacicie w Waszych miastach?

Źródła:

Jak już nieraz o tym wspominałem, staram się być konsumentem świadomym swoich praw. Dziś wytłumaczę Wam proces reklamowania produktów zakupionych w sklepach mieszczących się w pozostałych krajach Unii Europejskiej.

Przyszło lato, jest gorąco, więc postanowiłem kupić sobie wiatrak. Wybrałem wentylator kolumnowy Bionaire BT19-I. Co ciekawe, obecna cena (268PLN) jest wyższa od tego, co ja zapłaciłem (244PLN z transportem).

Wybrałem wiatrak kolumnowy, ponieważ mam mało miejsca w pomieszczeniu, do którego jest on przeznaczony. Okazało się jednak, że kiedy wiatrak ma włączoną funkcję obracania się w różnych kierunkach, ociera się o podstawę i wydaje przy tym głośne buczące dźwięki. No więc zwróciłem się z pytaniem do sklepu, jak wygląda u nich procedura reklamacji oraz w jaki sposób zwrócone zostaną mi koszty przesyłki (no bo sklep mieści się przecież we Francji). Odpisali:

Szanowny Panie,

Uprzejmie informuje, ze mozliwosc odeslania produktu, w celu otrzymania zwrotu kosztow, istnieje jedynie w terminie 10 dni od momentu odebrania sprzetu. W przypadku Pana zamowienia, termin ten zostal juz przekroczony.

Jezeli produkt nie jest sprawny, mozna produkt odeslac do naprawy w ramach gwarancji. W tym celu nalezy wygenerowac kupon zwrotu poprzez konto PIX&JA

“Uuu, kłamczuszki” – pomyślałem. W Polsce można reklamować produkty z tytułu niezgodności towaru z umową, dzięki czemu wszelkie koszty związane z reklamacją pokrywa sprzedawca. Nasze prawo jest dostosowane do prawa unijnego, więc wnioskowałem, że podobne prawo chroni mnie w całej UE. No ale przecież Pixmania nie miała obowiązku mnie o tym informować, w końcu domniemywa się, że prawo ogłoszone zna każdy :) No ale z ciekawości zajrzałem do ich systemu reklamacyjnego i otrzymałem email o następującej treści:

Przyjęliśmy do wiadomości Twoja prośbę o odesłanie. W załączniku tego e maila znajduje sie bon i numer zwrotu.
Te dokumenty należy wydrukować.
Podpisany bon zwrotu z data należy dołączyć do paczki, numer zwrotu należy przykleić na widocznej zewnętrznej części paczki (prosimy uważać aby nie przykleić go na początkowym opakowaniu).

pixmania-bon-zwrotuNie będę się czepiał, że zwracają się do mnie na ty, ale uczepię się prośby. Na obrazku obok zobaczycie o jakiego rodzaju usługę ich prosiłem. Każde uszkodzenie nie objęte gwarancją spowoduje, że będę musiał zapłacić niesprecyzowaną kwotę za ekspertyzę, której nie zamawiałem? No i nie można zwrócić kosztów sprzętu uszkodzonego? No to zwrotu kosztów jakiego sprzętu mogę się domagać, jeśli wysyłam reklamację? Uff, jak to dobrze, że o wiele więcej praw daje mi… prawo!

Zacząłem więc googlować. Trudno było znaleźć jednoznaczne informacje o tym, jak taka reklamacja powinna wyglądać. Trafiłem w końcu na stronę Europejskiego Centrum Konsumenckiego. Publikuje ono treść dyrektywy 1999/44/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie niektórych aspektów sprzedaży towarów konsumpcyjnych i związanych z tym gwarancji.

Pomyślałem, że udostępnię pismo, które pomoże innym, mającym problem ze sklepem Pixmania. Co ciekawe, cena wysyłki tej paczki wyliczona została na podstawie cennika online Poczty Polskiej. Jeśli byłbym bardzo niemiły i mściwy, to wysłałbym im wiatrak kurierem, przez co koszt wyniósłby kilkaset złotych.

W ten sposób należy reklamować produkt zakupiony w sklepie internetowym mieszczącym się na terenie Unii Europejskiej:
Przeczytaj resztę tego wpisu »

Stajemy na baczność. Nie wolno jest nam otworzyć okien. Spóźniamy się do pracy stojąc w korkach. Nie wolno jest nam przejść chodnikiem. Nawet na wakacje się spóźniamy. Dlaczego? Przyjeżdża prezydent Stanów Zjednoczonych.

umadKażdego roku odwiedza nas wielu przywódców państw. Od maleńkich, po duże jak Rosja. Ale tylko w przypadku głowy USA Warszawa stawiana jest w stan paraliżu. Czy nie popadamy w przesadę?

Prezydent Obama nie przyleciał na ubiegłoroczny pogrzeb naszego prezydenta z uwagi na pył wulkaniczny. Prezydent Saakaszwili podołał wyzwaniu i przyleciał do Polski przez Rzym ze… Stanów Zjednoczonych. Przywódca największego mocarstwa świata obawia się przybycia na pogrzeb najbliższego wojskowego sojusznika z uwagi na erupcję wulkanu. Nieco mniejszym zagrożeniem są mieszkańcy Mokotowa, którzy otwierając okna swoich mieszkań narażają się na celny strzał snajpera zza oceanu.

Ze względów bezpieczeństwa plan przejazdu – ba!, całej wizyty przyjaciela Polski – jest Polakom nieznany. Wśród możliwych miejsc odwiedzin wymienia się między innymi pomnik powstańców getta warszawskiego. Przez to ja (mało znaczący student) nie wiem czy zdążę na wykłady na pobliskim wydziale. Muszę rzucić monetą czy wyjść 10 minut wcześniej czy 60. Nawet w 2009 roku podczas wizyty premiera Izraela Beniamina Netanjahu poinformowano mieszkańców o godzinach zamknięcia ulic warszawskiego Muranowa. Choć dotąd pamiętam rozmowę ze stojącym za barierkami policjantem:

  • - Panie władzo, chciałbym się dostać na wydział…
  • - Jesteś Żydem?
  • - Nie…
  • - To przejścia nie ma!

O ile przejścia nie było, to przynajmniej informacje na słupach zostały zamieszczone. Wówczas niestety nie zwróciłem na nie uwagi, ale jakiś szacunek dla czasu obywateli został okazany. W tym roku podczas zwykłego przejazdu limuzyny prezydenta Obamy obowiązywać nas będzie: zakaz otwierania okien jeśli mieszkamy w pobliżu (policja ostrzegała o strzałach bez ostrzeżenia), wstrzymanie ruchu ulicznego, ruchu pieszych, odholowanie zaparkowanych w pobliżu samochodów na koszt kierowców i tak dalej. Podczas poprzedniej wizyty prezydenta USA tamtejsze służby odpowiedzialne za ochronę głowy państwa domagały się nawet nisko latającego helikoptera nad pałacem prezydenckim!

Pojawia się zatem pytanie: czy my nie chronimy naszego prezydenta w wystarczający sposób? Przecież – skoro Amerykanie mają rację – nasz prezydent może zostać zabity na każdym kroku! Musimy równie skrupulatnie przygotowywać wszystkie miejsca pobytu naszego prezydenta. Nie mam tu na myśli polerowania pomników, cięcia krzewów czy malowania trawy na zielono, ale poważną kwestię ochrony reprezentanta wszystkich Polaków! Skoro dla zapewnienia bezpieczeństwa głowy państwa niezbędny jest paraliż warszawskiego Śródmieścia, to ja mówię: yes!, yes!, yes! przy każdym przejeździe.

Myślę więc, że w trosce o naszych prezydentów powinniśmy zamykać ulice, więzić ludzi w mieszkaniach, wstrzymywać ich na ulicach i chodnikach, a przede wszystkim dopuszczać helikoptery nad dachami. W końcu Amerykanie, nawet niedawno – podczas zamachu na Osamę bin Ladena – udowodnili, że mają najlepsze służby na świecie. Powinniśmy więc wziąć z nich przykład!