Po wywiadzie, w którym rozmawiałem z obywatelką Iranu, otrzymałem sporo próśb o zamieszczenie go na różnych serwisach. Ponoć się podobał. Zapraszam zatem do przeczytania kolejnego wywiadu, również z dziewczyną, również z innego kraju, ale za to z innego kontynentu. Rozmowa z Angelą Appiagyei, obywatelką Ghany.


Półtora roku temu przylatujesz na studia do Polski, stawiasz pierwszy krok i co myślisz?

ghanaStraszny chaos, nie wiedziałam, co się dzieje! W sumie było nas troje, przyleciałam wraz z dwiema innymi osobami z Ghany, ale one studiują we Wrocławiu. Mieliśmy polskiego przewodnika, ale i tak było straszne zamieszanie. W tym zamieszaniu bez pytań wykonywaliśmy polecenia: zrób to!, podejdź tutaj!, połóż walizki tam!

No i spróbowaliśmy pierwszy miejscowy posiłek – bigos – gdzieś na Centralnym .Nie wiem czy to miejsce jeszcze istnieje. Ale nie było łatwo – zamawialiśmy beznadziejne jedzenie, nie wiedzieliśmy gdzie i co można kupić, nigdzie nie było napisów w jakimkolwiek języku obcym.

Mieszkałaś w akademiku?

Najpierw w hostelu, potem w akademiku. Moje dwie współlokatorki były dla mnie wtedy bardzo pomocne. Czasem jedna z nich gdzieś mnie zabierała, na przykład poza miasto żeby pokazać mi różne polskie tradycje. Tam też jadłam dobre polskie jedzenie, w Warszawie o to ciężko. O, wasze sałatki są świetne! Wasze jedzenie nie jest moim ulubionym, ale jest niezłe. Nie rozumiem więc ludzi, którzy wybierają się na Kabaty, czy Wilanowską tylko po to, żeby kupić afrykańskie jedzenie.

Jak odebrałaś nowe środowisko?

Z Polakami często niełatwo nawiązać jakąś dłuższą konwersację. Musisz się z nimi napić! Bywają strasznie spięci, wciąż powtarzają: „przepraszam za mój angielski”. Chyba trudno jest prowadzić płynną konwersację w drugim języku, ale to też jest powód, dla którego postanowiłam się nauczyć polskiego. To powinno trochę pomóc. No, ale i tak trzeba się z nimi napić – tego się chyba nie da ominąć!

Łatwo jest zaprzyjaźnić się z Polakami?

Są tutaj bardzo widoczne linie oddzielające relacje z innymi. Masz kumpli, kumpli do piwa, na imprezę, jedną jedyną osobę, która jest najlepszym przyjacielem. Nie jestem do tego nawykła, w Ghanie rozmawia się i spędza czas ze wszystkimi znajomymi. To wszystko jest takie trochę formalne. Polacy w ogóle są bardzo formalni, w szczególności, jeśli rozmawiali z kimś tylko raz czy dwa. Czasami trudno wyczuć, kiedy można sobie z nimi pozwolić na trochę szaleństwa.

Co w Polsce jest dla Ciebie najtrudniejsze?

„Długa”. To ulica, przy której mieści się wydział do spraw cudzoziemców. To jest prawdziwe piekło! Biurokracja u nich to chyba jakaś tradycja – pięć miesięcy zajęło mi zdobycie karty pobytu. Tak naprawdę otrzymałam ją dzień przed powrotem do domu, taki prima aprilis. Nie dają tam pełnych informacji, chyba że się konkretnie o nie zapyta.

Miałaś jakiegoś tłumacza?

Nie. Jeśli się zna angielski, to jest to możliwe, ale trwa dziesięć razy dłużej. Nie rozumiem, to przecież jest urząd imigracyjny, więc urzędnicy powinni znać jakieś języki obce. Są ponoć ludzie, którzy są w stanie rozmawiać z Rosjanami, Ukraińcami czy Izraelczykami, ale dlaczego nie ma tam nikogo znającego przyzwoicie angielski? Na szczęście w tłumaczeniu przychodzących pism i wymogów pomogli mi znajomi, oraz „Aleja 3 Maja”. Tam mieści się organizacja pomagająca cudzoziemcom spoza Unii Europejskiej.

A czy w sytuacjach codziennych miałaś jakieś trudności?

Tak, ciągle wpadałam w jakieś kłopoty. Nie wiedziałam na przykład, że trzeba kupić bilet – myślałam, że wystarczy wejść do autobusu i można jechać. No i pojawił się… mówimy na niego „proszę bilety”. Byłam z koleżanką, która spytała mnie: gdzie jest twój bilet? Ja na to: muszę mieć bilet? Na szczęście koleżanka miała. Teraz w ogóle „proszę bilety” mówią po angielsku!

Innym razem spóźniłam się o dzień przy składaniu corocznego podania o przedłużenie pozwolenia na pobyt. Myślałam, że nie zrobią mi z tego powodu żadnych problemów, ale okazało się, że jeśli nie wyjadę, to zostanę nielegalnym imigrantem. No i musiałam wyjechać do Berlina, złożyć wniosek o wizę na trzy miesiące, potem w Polsce znowu podanie o kartę pobytu.

Nawet przechodzenie przez ulicę bywa problemem. Jestem spóźniona, samochody stoją, więc nie wiedziałam, że nie wolno iść na czerwonym świetle. Na środku przejścia zatrzymała nas straż miejska i wytłumaczyła, że – nawet, jeśli nic nie jedzie – trzeba stać. Prawie dostałam 500 złotych mandatu!

W Ghanie nie ma takich zasad?

Są, ale w zasadzie same dla siebie. Nigdy nie widziałam znaków stopu, każdy po prostu robi to, co powinien i troszczy się o siebie. Jak trzeba przejść przez ulicę, to wystarczy zwyczajnie podążać za tłumem. Inni stoją – to i ja. Idą – wtedy ja też.

Ale tu wszystko jest strasznie uporządkowane. Od tej godziny do tamtej muszę robić to. Potem tamto. Wciąż przebija się jakaś rutyna, Polacy nie są spontaniczni. Byłam na uniwersytecie w Ghanie przez dwa lata i wykładowcy nie naciskają tak na obecność, jak tutaj. Jeśli muszą to będą mówić do ławek i krzeseł. Nie ma też zajęć obowiązkowych, można wybrać to, co się chce.

Zauważasz jakieś inne różnice?

Tutaj życie jest bardziej prostolinijne. W Ghanie wciąż patrzy się na innych pod kątem tego, co się posiada. Tutaj nawet nie trzeba mieć samochodu. W kraju jak miałam swój, każdy miał wtedy jakiś taki dziwny respekt!

W ogóle w Polsce jest jakieś powiązanie między pogodą, a nastrojem. Jest brzydko za oknem – Polacy są w złym humorze. Tak przynajmniej myślałam na początku, teraz widzę, że to też zależy od danej osoby. Ogólnie Polacy są bardzo mili, jedyne nieprzyjemne sytuacje miałam z nietrzeźwymi, którzy ciągle mają do mnie jakieś komentarze.

Jak już ukończysz studia to zostaniesz w Polsce?

Nie, wolę wyjechać do Stanów. Tutaj tak strasznie trudno jest otrzymać wizę! Poza tym chcę zrobić doktorat – w Polsce zasady rekrutacji czy przebiegu takich studiów są strasznie niejasne, a jednocześnie niesamowicie sztywne. Myślę, że łatwiej będzie po prostu przenieść się do Ameryki.

Tym razem zaproponuję Wam przepis na pizzę, która ostatnio stała się popularna wśród moich znajomych. Jej atutem jest przede wszystkim duża ilość sera i mięsa, które powodują u smakosza bardzo miłe samopoczucie. Polecam spróbować ją, ewentualnie wersję dla leniwych opisaną na dole strony :)

Przy okazji polecam genialne książki kucharskie: New York Times Cookbook, Science in the Kitchen and the Art of Eating Well oraz The Escoffier Cookbook and Guide to the Fine Art of Cookery. Tak jak one, wbrew popularnym obecnie trendom, nie zamieszczam zdjęcia gotowego produktu. Niech jej wygląd okaże się miłą niespodzianką po wyjęciu z gorącego pieca :)

W zależności od wielkości brytfanny lub własnych preferencji odnośnie grubości, porcja ta może wystarczyć na jedną lub dwie pizze. Ogólnie powinno wystarczyć dla 3-4 osób.

- Składniki

Ciasto:

  • 2 łyżeczki suszonych drożdży
  • 1 szklanka tepid water (2/3 zimnej wody, 1/3 wrzątku lub po prostu temp. 25-35C)
  • 600g mąki, najlepiej do chleba lub tortowej
  • 1 łyżka oliwy z oliwek

Sos pomidorowy:

  • 400g krojonych pomidorów z puszki
  • łyżka mrożonego masła
  • 1-2 ząbki czosnku (ile się lubi)
  • sól morska
  • świeżo mielony pieprz

Dodatki:

  • 350g świeżej mozzarelli
  • 300g plasterków kiełbasy pepperoni
  • 200g plasterków bekonu (lub boczku)
  • pocięte w plasterki papryczki jalapeño (ile się lubi)
  • świeże liście bazylii, grubo porwane
  • sól morska
  • świeżo mielony pieprz

- Przepis

Ciasto

  1. Wymieszaj drożdże z wodą i odstaw na kilka minut.
  2. Wsyp mąkę do robota kuchennego, dodaj oliwę. Mieszając składniki, dodaj drożdże. Mieszaj aż masa będzie jednolita, odklejająca się od ściany miski.
  3. Ciasto przełóż do miski (najlepiej metalowej), zasłoń od góry folią kuchenną i pozostaw do momentu, w którym podwoi swoją objętość.

Sos pomidorowy

  1. Umieść pomidory i masło w patelni i podgrzewaj na średnim ogniu. Duś, mieszając do momentu, kiedy pozostanie 1/2 sosu.
  2. Pokrój/zmiażdż czosnek, dodaj 2 minuty przed zdjęciem z ognia.
  3. Dodaj sól i pieprz wedle uznania

Ułożenie pizzy

  1. Rozgrzej piekarnik do 220C (po włożeniu pizzy włącz termoobieg).
  2. Rozwałkuj ciasto na płaszczyźnie lekko posypanej mąką. Przełóż na brytfannę (najlepiej okrągłą) i dopasuj ciasto do jej brzegów.
  3. Na cieście równomiernie rozprowadź sos pomidorowy. Następnie kolejno rozkładaj: ciętą w cienkie plasterki mozzarellę, plasterki pepperoni, bekonu i pocięte jalapeño. Zależnie od grubości plasterków, podane ilości mogą stanowić nadwyżkę/niedomiar.
  4. Dopraw porwanymi liśćmi bazylii, solą i pieprzem.
  5. Piecz do momentu, w którym ciasto osiągnie złoty kolor (ok. 9-10min).

Szmacznego!

Całkowity koszt nie powinien być większy niż 50zł (przy cenach Frisco.pl), przy czym oczywiście niewykorzystane składniki pozostają do dalszego wykorzystania. Jeśli nie masz możliwości/ochoty/chęci/siły/whatever, wówczas możesz zamówić tę pizzę z Twojej ulubionej pizzerii (polecam La Torre Śródmieście lub Domino’s Pizza w Warszawie). Poproś o podwójną mozzarellę, podwójne pepperoni, podwójny boczek i podwójne papryki jalapeño.

Po dłuższej przerwie postanowiłem zamieścić wywiad, który przeprowadziłem do mojej pracy zaliczeniowej z warsztatu prasowego. Jest długi, ale z pewnością dowiecie się wielu nowych rzeczy o życiu w Iranie, a jest to raczej temat w Polsce rzadko poruszany pod tym kątem :)


Abnoos Moslehi jest 24 letnią Iranką. W 2010 roku po ukończeniu studiów literatury francuskiej na Uniwersytecie Teherańskim przyjechała do Polski, by studiować psychologię na Uniwersytecie Warszawskim.

Wiem, że edukacja młodych ludzi w Iranie i w Polsce różnią się. Co najbardziej rzuca się w oczy?

TeheranPrzede wszystkim największą różnicą są odrębne szkoły dla chłopców i dziewcząt. Poza tym, choć do tej pory uczyli się z tych samych książek, to wkrótce ma się to zmienić.

Będą się uczyli odmiennych rzeczy?

Jeszcze nie do końca wiadomo jest, w jaki sposób będzie to przebiegało, ale ma to być materiał całkowicie różny, najprawdopodobniej pod względem teologicznym.

Jak w takim razie wygląda kwestia nauczycieli – czy mężczyźni mogą uczyć dziewczynki, a kobiety chłopców?

Nauczycielki mogą opiekować się uczniami w szkole podstawowej, ale nie później. To pozostałość jeszcze z czasów Mahometa, kiedy zaczęto uznawać, że chłopcy dojrzewają w wieku 15 lat, a dziewczynki w wieku lat 9 – 10. Z tego też powodu według religii dziewczęta mogą wyjść za mąż już w tak wczesnym wieku. Nie jest to jednak zgodne z obowiązującym w Iranie prawem, dozwolony wiek to 18 lat. Tak czy inaczej, kwestia nauczycieli odwraca się w liceum – mój brat nie mógł być uczony przez kobiety, za to w mojej szkole dozwolone było, żeby zajęcia prowadził mężczyzna.

A jak to wygląda na uczelniach?

W dalszym etapie edukacji nie ma to już znaczenia, ponieważ grupy są mieszane. Pozostają jednak pewne zasady – chłopcy muszą siedzieć z tyłu Sali, a dziewczyny z przodu. Nie wiem do końca dlaczego, być może z tego powodu, żeby chłopcy mogli patrzeć tylko na nasze plecy. W praktyce to jednak wygląda różnie. Często możemy siedzieć koło siebie, ale to tak naprawdę zależy od wykładowcy. Z pewnością różni się to od zwyczajów w krajach arabskich, ponieważ tam często panują bardziej rygorystyczne zasady, tak jak na przykład w Arabii Saudyjskiej.

Czy w takim wypadku edukacja w Iranie stawia nacisk na kształtowanie innej wizji kariery u chłopców a innej u dziewcząt?

Nie, widoczne są raczej stereotypy obecne chyba w każdym kraju: że chłopcy są lepsi w przedmiotach ścisłych, a dziewczyny w humanistycznych. Osobną sprawą jest, że w Iranie z powodu bezrobocia nie ma możliwości zapewnienia pracy wszystkim z wyższym wykształceniem. W czasie wojny iracko-irańskiej Ruhollah Chomeini (ówczesny polityczny przywódca Iranu – red.) namawiał do rodzenia większej ilości dzieci, aby mogły one z czasem uzupełnić armię. Dzięki temu w 70 milionowym kraju mamy obecnie 20 milionów osób z mojego pokolenia i wyzwaniem jest znalezienie jakiejkolwiek pracy w zawodzie.

Pracodawcy mają jakieś preferencje, czy zatrudnić mężczyznę czy kobietę?

Zdecydowanie łatwiej mają mężczyźni. Kobieta musi się też o wiele bardziej wykazać, aby rozwinąć swoją karierę. To dlatego, że mężczyźni bardzo nie lubią kiedy kobieta zajmuje wyższe stanowisko od nich. Często się jej nie podporządkowują i tworzą grupy, które się sprzeciwiają jej decyzjom. Tak było na przykład w wypadku dziekana mojego wydziału, której męska część wykładowców nienawidziła. Niemniej jednak dojście na tak wysokie stanowisko i tak wymaga pewnego rodzaju… lobbingu. Ogromna wiedza czy umiejętności z pewnością nie wystarczą.

Patrząc zatem na społeczeństwo, jakie zawody są najczęściej wykonywane przez kobiety, a jakie przez mężczyzn?

Mogę wymienić zawody, których kobieta wykonywać z pewnością nie może. Nie mają one możliwości prowadzić środków transportu publicznego, nie mogą być pilotami samolotów, sędziami, prezydentem. Mogą one natomiast wykonywać nieco pokrewne zawody, na przykład pracować jako adwokat czy być członkiem parlamentu (choć nie mogą nim przewodzić). Istotną sprawą jest duża, czy wręcz ogromna skala mobbingu, w szczególności w firmach prywatnych. Mężczyźnie, który zainwestował swoje pieniądze wydaje się, że może robić cokolwiek mu się spodoba. Dobrym przykładem jest moja kuzynka, która pracując w różnych firmach często spotykała się z postawą w stylu: to jest twoja praca, to twoja pensja, ale jeśli będziesz ze mną bliżej „współpracować” na pewno zarobisz więcej.

I nie jest to uważane za niezgodne z religią?

(Śmiech) Nie, dlatego bo jeśli szuka się religijnej wymówki, to jest bardzo proste rozwiązanie. Nazywa się ono Sigheh bądź Nikah – jest to tymczasowe małżeństwo, które nie wymaga zgody ojca dziewczyny i może trwać obojętnie ile – na przykład dwie godziny. I stoi ono w absolutnej zgodzie z religią!
Przeczytaj resztę tego wpisu »